sobota, 19 października 2013

Rozdział 29

W salonie siedział Draco razem w moimi rodzicami. Niby skąd oni się tu wzięli ?! Spojrzałam na blondyna, który uśmiechał się do mnie, a potem na moich rodziców, którzy byli nieco zdezorientowani. 
- Mamo... Tato...- szepnęłam do siebie. Łzy popłynęły mi po policzkach. Wiedziałam, że nic nie pamiętali, ale na szczęście wiedziałam, jak odwrócić zaklęcie. Usiadłam koło Draco, który objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego ramieniu.
- To ty ich znalazłeś?- zapytałam go. Pokiwał twierdząco głową, jednak już nie pytałam już o nic. Wyciągnęłam różdżkę i zaczęłam wypowiadać zaklęcie. Widziałam ich miny, które świadczyły
 o tym, że mają mnie za idiotkę. Jednak po chwili wszystko diametralnie się zmieniło. Wróciły wspomnienia, na ich twarzach pojawił się uśmiech, a moja mama się aż popłakała. Od razu podeszłam do nich i przytuliłam się. Teraz byłam w pełni szczęśliwa. Miałam wspaniałych przyjaciół, cudownego narzeczonego i w końcu odzyskałam moich rodziców.
- Pamiętacie wszystko?- powiedziałam niepewnie.
- Oczywiście córeczko- odpowiedział mój tata. Kolejne łzy popłynęły mi po policzkach, których wcale nie chciałam powstrzymywać.
- Musicie mi wszystko opowiedzieć. Byliście w Australii? Jak wróciliście?
- Spokojnie. Mamy czas. Sprowadził nas tu ten chłopak- odparła mama i wskazała na Draco- Przez te lata prowadziliśmy gabinet dentystyczny w Sydney, który bardzo dobrze prosperował. Jednak dwa tygodnie temu otrzymaliśmy list z ciekawą propozycją pracy w Londynie.  Wczoraj rano przylecieliśmy. Powiedziano nam, że mamy tutaj przyjść jutro, czyli dzisiaj, więc jesteśmy. Nareszcie cię odzyskaliśmy- uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam ją. Tak bardzo mi brakowało rodziców.
- Mamo, tato to jest Draco- wskazałam na niego- mój narzeczony- dodałam po chwili. Najpierw na ich twarzach pojawił się szok, jednak po chwili oboje się uśmiechnęli.
- Gratuluję córeczko- pierwsza odezwała się moja mama. Wiedziałam, że tata nie był z tego tak bardzo zadowolony, ale w końcu powiedział to samo.
- To ja was zostawię. I tak muszę już być w Ministerstwie- pocałował mnie jeszcze w policzek
 i wyszedł.
- Byliście już w domu?- spytałam po chwili.
- Tak. Praktycznie nic się tam nie zmieniło, tylko trzeba trochę posprzątać.
- To świetnie. Nie zaglądałam tam bardzo długo- stwierdziłam. Po ukończeniu Hogwartu byłam tam tylko kilka razy, ale nie weszłam do środka. Bez rodziców ten dom by tak pusty, że na samą myśl o nim chciało mi się płakać. Jednak teraz wszystko będzie inaczej.
- Pojedziemy teraz do domu?
- Oczywiście córeczko- odpowiedział tata. Wstali i skierowali się do wyjścia, ale ja zostałam na miejscu.
- Czemu nie idziesz?
- Teleportujemy się- powiedziałam stanowczo. Nie byli z tego pomysłu zadowoleni, ale po chwili podeszli do mnie i już po chwili byliśmy na miejscu. Wszystko było takie, jak zapamiętałam. Tylko krzewy bardziej urosły, ale trudno się dziwić. Tak długo były niepielęgnowane. Rodzice weszli do środka, a ja dalej stałam na chodniku wpatrując się w dom. Rozejrzałam się, czy nikt nie patrzy i za pomocą różdżki poprzycinałam trochę te krzewy, po czym weszłam do środka. Tu też wszystko było po staremu, jednak strasznie było zakurzone.
- Może tu posprzątam- zapytałam. Dla mnie to nie był żaden problem, w końcu miałam różdżkę.
- Nie córeczko, poradzimy sobie. Jedź do domu.
- Ale ja chciałam spędzić ten dzień z wami.
- Przyjdź razem z Draco na kolacje o 19.
- Dobrze będziemy- odpowiedziałam i teleportowałam się do domu. Zdziwiłam się, że nie chcieli spędzić  trochę więcej czasu ze mną , ale przynajmniej wieczorem się spotkamy.
- Już jesteś?- usłyszałam za moimi plecami.
- Tak- odparłam- Rodzice nie chcieli, żebym im pomogła, ale chcą żebyśmy dzisiaj przyszli do nich na kolacje.
- Dobrze. Będę o 18- powiedział i pocałował mnie czule. Zostałam sama z tysiącem myśli w głowie. Może wieczorem mi powiedzą, o co chodziło. Zrezygnowana usiadłam na fotelu w salonie. Zaczęłam się zastanawiać, co mogę teraz robić. Odpowiedź przyszła natychmiast, bo po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Bardzo się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam przed sobą Deana.
- Czego chcesz?- spytałam oschle.
- Porozmawiać. Mogę wejść- zrezygnowana otworzyłam szerzej drzwi, wpuszczając go przy tym do środka. Przeszliśmy do salonu, usiadłam na fotelu, na którym przed chwilą siedziałam i czekałam, aż coś powie. Nie zaproponowałam mu nic do picia, bo jakby to ładnie ująć: nie lubię już go.
- Wiem, że pewnie myślisz, że jestem, że jestem największym draniem na świecie, bo tak jest, ale chciałbym, żebyś mnie wysłuchała - kiwnęłam głową, na znak, żeby mówił dalej - Wiem, że mi nie uwierzysz, ale ja naprawdę próbowałem ich wtedy powstrzymać. Kocham Pansy- wiedziałam, że mówił szczerze, ale chciałam jeszcze usłyszeć, co ma do powiedzenia.
- Masz rację. Rzeczywiście ci nie wierzę. Gdybyś rzeczywiście ją kochał, nie dopuścił być do tego.
- Ale ja próbowałem, coś zrobić ! Jednak byłem zbyt pijany i oni też. Nawet nie wiem, kiedy się tam znaleźliśmy. Proszę pomóż mi. Tęsknię za nią - wiedziałam, że nie powinnam tego robić, ale zgodziłam się. W sumie Pansy też za nim tęskniła.
- Dobrze, ale jeśli jeszcze raz ją skrzywdzisz, to nie daruje ci tego- odpowiedziałam. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Do salonu weszła ...
- Pansy!- krzyknął Dean i szybko znalazł się obok niej. Czarna od razu rzuciła mu się na szyję. Wiedziałam, że jej brakowało tego, a przede wszystkim brakowało jej Dean'a.
- Chyba powinniśmy porozmawiać- powiedział do Pans, a ta kiwnęła tylko głową. Po chwili znowu zostałam sama, bo oboje wyszli. Miałam nadzieję, że on jej już nie skrzywdzi.

***
Około godziny 18 byłam gotowa do wyjścia na kolację do rodziców. Oczywiście miałam jeszcze godzinę do 19, ale postanowiłam spędzić ją z Draco, który zaraz powinien przyjść. Ubrałam oczywiście sukienkę, która bardzo dobrze na mnie leżała. Do tego piękne, czarne buty.
 
 
- Wróciłem- usłyszałam po chwili, więc zeszłam na dół - Wyglądasz przecudnie- powiedział Draco, kiedy znalazłam się obok niego - Kochanie, może odpuścimy sobie tą kolację i zajmiemy się czymś bardziej przyjemniejszym- szepnął mi do ucha.
- Przecież wiesz, że spotkanie z rodzicami jest dla mnie ważne. Tak długo ich nie widziałam.
- Wiem- odparł, przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. Tą przyjemną chwilę musiał oczywiście przerwać dzwonek do drzwi. Mój narzeczony poszedł otworzyć.
- Ojcze?- do środka wszedł Lucjusz Malfoy. Nie widziałam go od momentu pogrzebu Narcyzy. Zdziwiłam się jego wizytą, a jeszcze bardziej tym, że za nim weszła mama Zabiniego. Weszli do salonu i usiedli na sofie. Draco usiadł na fotelu, a ja na jego kolanach.
- Co was sprowadza?- spytał.
- Chciałem ci oznajmić synu, że ożeniłem się- spojrzałam na Draco. Nie do końca wiedziałam, czy był smutny, zły, zdziwiony, czy rozczarowany.
- Może ja przyniosę coś do picia- odpowiedziałam i zniknęłam w kuchni. Wzięłam butelkę wina
 i cztery kieliszki, po czym wróciłam do salonu. Nie było w nim jednak mojego narzeczonego.
- Gdzie Draco?- spytałam.
- Wyszedł- odpowiedział obojętnie jego ojciec. Bezradna usiadłam na fotelu i nalałam sobie wina do kieliszka.
- Kiedy odbył się ślub ?- zapytałam.
- Dzisiaj. Chciałem wam wcześniej powiedzieć, ale bałem się reakcji mojego syna- w sumie też bym się bała. Trudno było mi ciągnąć dalej tą rozmowę, więc odetchnęłam z ulgą, kiedy pożegnali się
 i wyszli. Wzięłam telefon i wykręciłam numer do rodziców. Odebrała mama :
- Halo!
- Cześć mamo. Nie będziemy mogli dzisiaj do was przyjść. Możemy to przełożyć na jutro ?
- Oczywiście córeczko, ale czy coś się stało ?
- Nie, wszystko w porządku. Tylko mamy pewną sprawę do załatwienia. Przyjdziemy o 19 jutro.
- Dobrze. Kochamy cię razem z tatą.
- Ja was też- odpowiedziałam i się rozłączyłam. Wzięłam czarną, skórzaną kurtkę i wyszłam z domu
z myślą znalezienia Draco. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to to, że może on być na cmentarzu. Więc teleportowałam się tam. Bardzo się ucieszyłam kiedy go zobaczyłam przy grobie jego mamy, gdyż oznaczało to, że go bardzo dobrze znam.
- Draco...- szepnęłam i podeszłam do niego. Nic nie odpowiedział tylko przytulił mnie.
-  Tak mało czasu minęło od śmierci mamy, a on już znalazł sobie inną.
- Spójrz na to inaczej. Teraz Blasie jest twoim bratem- na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Ciekawe, czy on już wie.
- Przekonajmy się- chwyciłam go za rękę i razem teleportowaliśmy się przed dom Zabiniego. Zastaliśmy ich, wychodzących z domu.
- Blasie musimy pogadać- powiedział od razu blondyn.
- Jasne stary, tylko właśnie na kolację idziemy do rodziców Ginny.
- To zajmie moment.
- No to mów.
- Mój ojciec ożenił się z twoją matką- mina Diabła w tej chwili była bezcenna. Już miałam wybuchnąć śmiechem, jednak się powstrzymałam.
- Stary to jesteśmy braćmi- powiedział Zabini i razem z Draco przybili sobie piątkę. Myślałam, że Diabełek będzie zły, albo coś, ale widocznie przyzwyczaił się do tego, że jego mama ciągle zmienia mężów.
- Ginny odzyskałam rodziców- powiedziałam do Rudej.
- Naprawdę?! Jak udało ci się ich odnaleźć?- spytała.
- Draco ich odnalazł.
- To fantastycznie- odparła- Wybaczcie, ale my musimy już iść.
- Jasne- po chwili już ich nie było.
- Masz ochotę na lody?- spytał.
- Tak- odpowiedziałam. Chwycił mnie za rękę i teleportowaliśmy się.
 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, przepraszam, przepraszam ! Rozdział miał się pojawić 14 października, ale niestety nie zapisał mi się i musiałam pisać od nowa :c Ale w końcu go dodałam. Mam nadzieję, że chociaż trochę wam się spodoba. Wiem, że może nie jest długi, ale no. Musicie mi wybaczyć xd Pytanie : Chcecie żebym dalej dodawała zestawy ubrań ? Bo nie wiem, czy się wam podobają i wgl xd
 
 Dedykuję go Kamili ♥ Kochana dawaj ten prolog szybko, bo zwariuję zaraz :*
 


czwartek, 3 października 2013

Rozdział 28

Obudził mnie deszcz. Normalne w Anglii. W sumie to lubię kiedy pada. Dlatego zdecydowałam się na zawsze zostać w Londynie. Otworzyłam oczy i spojrzałam w stronę okna. Przypomniałam sobie, że dzisiaj są moje urodziny. No tak. 19 września. Uśmiechnęłam się delikatnie. Dzisiaj był mój dzień i nic nie może go zepsuć. Z takim nastawieniem zeszłam na dół. Gdy weszłam do kuchni, zobaczyłam Pansy rozmawiającą z Draco. Przypomniała mi się sytuacja z dnia wczorajszego. Podeszłam do blondyna i pocałowałam go w policzek.
- Cześć wam- powiedziałam i upiłam łyk kawy z kubka mojego chłopaka.
- Jak się spało księżniczko?- spytał.
- Świetnie. Jak samopoczucie Pans?
- Już lepiej. Postanowiłam z nim dzisiaj porozmawiać, także zaraz się będę zbierać- odpowiedziała. Nie miałam ochoty w ogóle myśleć o całej tej sprawie. Nie chciałam sobie zepsuć humoru. Chciałabym, żeby ten dzień był idealny. Niestety za godzinę musiałam być w pracy. W ciszy zjedliśmy śniadanie, które przygotował blondyn i popędziłam na górę się przebrać. Z racji tego, że było zimno ubrałam się ciepło. Wzięłam torebkę i zeszłam na dół pożegnać się z Pansy. Dalej siedzieli w kuchni.
- Muszę lecieć do pracy. Trzymaj się na spotkaniu z Deanem- powiedziałam, po czym uściskałam ją na pożegnanie.
- Dzięki. Postaram się być silna- uśmiechnęłam się do niej, po czym podeszłam do Malfoy'a
i obdarowałam go buziakiem w policzek. Zdziwiłam się, że ani Czarna ani Draco nie złożyli mi życzeń. Może potem to zrobią. Z taką myślą teleportowałam się do Ministerstwa.

***
 
Pracę skończyłam o 17 . Byłam wykończona. W dodatku nikt nie pamiętał o moich urodzinach. Dlatego przed powrotem do domu postanowiłam się przejść. Wyszłam z Ministerstwa i od razu poszłam do pobliskiego parku. Pogoda mi sprzyjała, bo już nie padało. Poczułam tą prawdziwą jesień. Oczywiście kalendarzowa zaczynała się za 3 dni, ale i tak byłą ją widać. Wszędzie były różnokolorowe liście. Usiadłam na pierwszej wolnej ławce i rozkoszowałam się tym widokiem. Zamknęłam oczy i poddałam się tej cudownej chwili. Nagle poczułam, że ktoś usiadł koło mnie. Spojrzałam na przybysza. Okazało się, że była to mała dziewczynka. Uśmiechała się.
- Jestem Julie, a ty?- zapytała.
- Hermiona. Jesteś tu sama ?
- Tak. Zawsze tu przychodzę, kiedy mi się nudzi. Mama dużo pracuje i nie ma czasu, żeby ze mną przyjść- spojrzałam na nią z współczuciem. Była taka mała, a taka dzielna. Idealnie pasowałaby do Gryffindoru.
- Nie boisz się rozmawiać, z nieznajomymi?
- Nie wyglądasz na osobę, która może mi coś zrobić. Nie boję się ciebie.
- I tak nie powinnaś rozmawiać z nieznajomymi- stwierdziłam. Dziewczynka zrobiła smutną minę, jednak dalej siedziała na ławce - Może odprowadzę cię do domu?- spytałam. Julie zeskoczyła z ławki
i pokręciła przecząco główką.
- Poradzę sobie. Miło było cię poznać- odparła i pobiegła alejką w swoją stronę.
- Ciebie też- powiedziałam do siebie. Obserwowałam ją, aż zniknęła.  W końcu postanowiłam udać się do domu. Podeszłam do jakiegoś pustego miejsca i teleportowałam się. Stanęłam przed domem, ale nie weszłam do środka. Zastanawiałam się, czy gdybym nie wymazała pamięci moim rodzicom, to czy oni pamiętali by o moich urodzinach. Nie chciałam, jakichś tam prezentów. Liczyłam tylko na jakieś "100 lat".
- Może teraz stanie się coś miłego- pomyślałam i otworzyłam drzi.  W całym domu panowała dziwna cisza i ciemność.
- Draco!- zawołałam. Weszłam do salonu i zaświeciłam światło.
- NIESPODZIANKA!- usłyszałam. Byli tam wszyscy najbliżsi. Ginny z Blaisem, Dafne z Teodorem, Harry z Cho i Pansy. Jednak bez Deana. Spojrzałam na nich wszystkich i łzy popłynęły mi po policzkach. Podszedł do mnie Draco i szepnął mi do ucha:
- Wszystkiego najlepszego kochanie. Bardzo cię kocham- po czym namiętnie mnie pocałował. Kiedy się od siebie oderwaliśmy posypały się życzenia od wszystkich. To była bardzo wzruszająca chwila.
- No to się bawimy !- krzyknęła Pans i włączyła muzykę. Wszyscy zaczęli tańczyć. Ja najpierw musiałam iść się przebrać. Weszłam na górę i zobaczyłam mnóstwo prezentów. Nie potrzebowałam ich, ale doceniałam gest. Jednak  pamiętali. Wzięłam moją piękną, białą sukienkę i ubrałam się w nią. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na siebie. Wyglądałam pięknie. Nagle za mną pojawił się Draco.
- Pięknie wyglądasz- odwróciłam się do niego i lekko pocałowałam.
- Dziękuję.
- Za chwilę dostaniesz swój prezent- spojrzałam na niego zdziwiona, a on tylko się uśmiechnął, po czym splótł nasze ręce i razem zeszliśmy na dół. Zaczęliśmy tańczyć. Akurat leciała wolna piosenka, więc wtuliłam się w niego. W tej chwili byłam bardzo szczęśliwa. I pomyśleć, że jeszcze godzinę temu myślałam, że nikt nie pamięta.
- Odbijamy- krzyknął Diabełek i po chwili tańczyłam już z nim. Oczywiście, jak to on musiał się powygłupiać, więc było więcej śmiania, niż tańczenia. Po chwili faceci zajęli się sobą, a ja gadałam
z dziewczynami.
- Rozmawiałaś z nim?- spytałam Czarnej. Pokiwała przecząco głową i wyszła na taras. Spojrzałam po dziewczynach i wyszłam za nią. Stała i patrzyła się w niebo. Podeszłam do niej i położyłam jej rękę na ramieniu.
- Nie wiem, czy potrafię mu wybaczyć- odpowiedziała ze łzami w oczach. Przytuliłam ją. Strasznie było mi jej żal- Ale nie przejmuj się mną. To jest twój dzień.
- Jak mogę się tobą nie przejmować? Jesteś przecież moją przyjaciółką.
- Byłam u niego, ale nie potrafiłam wejść do środka.
- Rozumiem cię Pans. Nie zmuszaj się na siłę.
- Ale Miona, ja się chyba zakochałam- widziałam, jak pierwsza łza spływa po jej policzku. Nie chciałam, żeby płakała. Nie przez niego.
- Nie warto płakać. Jeszcze wszystko będzie dobrze.
- Masz rację. Chodź!- pociągnęła mnie do środka. Zaczęłyśmy znowu tańczyć. Po chwili jednak muzyka ucichła, zgasły światła. Nie wiedziałam, co to oznacza. Nagle do salonu wszedł Draco z ogromnym tortem. Postawił go na stoliku. Wszyscy zaczęli śpiewać sto lat. Nie mogłam się opanować. Rozryczałam się. Ze szczęścia oczywiście. Pomyślałam życzenie i zdmuchnęłam wszystkie świeczki. Zaczęli mi bić brawo. Podeszłam do Draco
i przytuliłam się  do niego.
- Dziękuję- nasze usta się złączyły. Wziął mnie za rękę i wyprowadził mnie na taras. Nie wiedziałam, co zamierza.
- Muszę cię o coś zapytać- powiedział tajemniczo. Blondyn uklęknął na jedno kolano i spytał:
- Wyjdziesz za mnie?- i wyciągnął pudełeczko, w którym znajdował się piękny pierścionek.
- TAK!- krzyknęłam i rzuciłam się na niego. Teraz to z pewnością byłam najszczęśliwsza na świecie.

 
 
***
Rano obudziłam się z potwornym kacem. Od razu przypomniałam sobie wszystko (choć z trudem, bo trochę wczoraj wypiłam) . Spojrzałam na mój piękny pierścionek. Byłam teraz oficjalnie narzeczoną Dracona Malfoy'a.  A skoro o nim mowa, to nie było go koło mnie. Zdziwiłam się trochę, bo on zazwyczaj długo spał. Postanowiłam go poszukać,  ale to mogło chwilę poczekać. Nie chciało mi się wychodzić z mojego cieplutkiego łóżeczka. Odwróciłam się w stronę okna. Jak zwykle deszcz. Zamknęłam oczy, odczekałam dziesięć sekund i niechętnie wyszłam z łóżka. Ubrałam się w pierwsze lepsze ubrania i zeszłam na dół.
- Draco!- zawołałam.
- Jestem w salonie-  Weszłam tam  i zamarłam...


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wybaczcie mi, że tak długo nie dodawałam nic. :c Brak weny, szkoła, zajęcia dodatkowe :/ Jestem okropna wiem. I jeszcze w takim momencie przerwałam :) Ale tak czasem trzeba. Wiem, że powinnam go dodać 19 września, ale musicie mi to wybaczyć xdMam nadzieje, że z tymi oświadczeniami nie jest za wcześnie co? Rozdział dla wszystkich czytających ♥

niedziela, 22 września 2013

Miniaturka.

Spacerowanie po Londynie w nocy nie było dobrym pomysłem. Zwłaszcza, jeśli nie miało się przy sobie różdżki. Właściwie nie miałam nic przy sobie. Za wyjątkiem kluczy. Nie potrzebowałam niczego innego, bo wracałam od Ginny i Blaisa. Tak są razem i są bardzo szczęśliwi. Mieszkam kilka ulic od nich więc mam do nich blisko. Stwierdziłam zatem:" Po co mi różdżka". Jednak teraz bardzo by mi się przydała. Bowiem weszłam w najniebezpieczniejszą cześć mojej trasy. Park w nocy był straszny. Drzewa stawały się upiorne, a małe światła nie dawały wcale oświetlenia. Nagle usłyszałam jakiś hałas. Odwróciłam się i zobaczyłam dwójkę facetów, zbliżających się w moją stronę. Byli ubrani w czarne dresy, co nie wróżyło nic dobrego. Zaczęłam iść coraz szybciej, jednak nie ułatwiały mi tego szpilki. Na moje nieszczęście zahaczyłam o coś i runęłam na ziemię. Podeszli do mnie.
- No proszę. Kogo my tu mamy. Niezła laska z ciebie. Co tu robisz sama?- spytał jeden z nich
 i kucnął koło mnie. Dotknął dłonią mojej twarzy, a ja natychmiast się od niego odsunęłam. Próbowałam wstać, ale popchnął mnie na ziemię.
- Co ty na to Joe, żeby się trochę zabawić?- powiedział ze złowieszczym uśmiechem.
- Jasne- odparł. Ruszyli na mnie oboje. Próbowałam się szarpać, krzyczeć, ale to nic nie dało. Byłam sama. Nikogo nie było w pobliżu, kto mógłby mi pomóc. Zacisnęłam mocno powieki. Łzy popłynęły mi po policzkach. Czekałam na najgorsze. Jednak nic się nie wydarzyło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam mężczyznę, który się z nimi szarpał. Nagle wyciągnął różdżkę i rzucił na nich Drętwotę. Po chwili oboje leżeli nieruchomo. Tajemniczy czarodziej podszedł do mnie.
- Nic ci się nie stało?- zapytał. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy. Doznałam szoku.
- Malfoy?!
- Granger?!- był również zaszokowany. Pewnie nie spodziewał się mnie. Zresztą na pewno tak było. Ja, pracownica Ministerstwa Magii chodząca po mieście w nocy bez różdżki. To było bardzo nieodpowiedzialne.
- Pewnie teraz żałujesz, że uratowałeś szlamę - prawie krzyknęłam. Rozpłakałam się. Spojrzał nam mnie swoimi pięknymi oczami. STOP! O czym ja myślę. Chwycił mnie w stalowym uścisku. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Już po wojnie zmieniły się moje stosunki do niego. Wiedziałam, że się zmienił. Niestety nie widziałam go od tamtego czasu.
- Nie mów tak Granger. Nie obchodzi mnie już czystość krwi. Nie mogę jednak zrozumieć, co robisz tutaj sama, bez różdżki- szepnął mi do ucha.
- Wracałam od Ginny i Blaisa i..- nie mogłam. Gdyby nie on. Łzy dalej leciały mi po policzkach.
- Nie płacz Granger. A teraz chodź- pociągnął mnie za sobą. Szliśmy w ciszy, aż w końcu dotarliśmy do mojego apartamentowca. Weszliśmy do środka. Nie wiedziałam, że on wie gdzie ja mieszkam. Jednak zatrzymał się przed innym mieszkaniem. Wyciągnął  klucze i otworzył drzwi, wpuszczając mnie do środka. Czy on mieszkał tam gdzie ja ?! Od kiedy?!
- Ty tu mieszkasz?- zapytałam wchodząc.
- Dopiero dzisiaj się wprowadziłem- powiedział. Mieszkanie było fantastycznie urządzone. Nic dziwnego. W końcu to Malfoy. Wszystko idealnie współgrało ze sobą. Salon był połączony
 z kuchnią. Czarne meble fantastycznie współgrały z zielono-srebrnymi dodatkami. Prawdziwy Ślizgon.
- Ładnie tu- powiedziałam bardziej do siebie, niż do niego.
- Dziękuję. Już ci lepiej ?
- Tak- usiadłam na sofie, a on obok mnie. Najpierw jednak przyniósł dwa kieliszki i wino. Jednej podał mi.
- Co robiłeś o tej godzinie w parku?- wypaliłam.
- Poszedłem na spacer. Jak widać dobrze zrobiłem- zawstydziłam się. Było mi strasznie głupio.
- Dziękuję.
- Nie ma za co- posłał mi bardzo szczery uśmiech. Nie sądziłam, że stać go na coś takiego. Rzeczywiście nie był tym samym Malfoy'em. Był zupełnie innym człowiekiem.
- Zmieniłeś się Malfoy- powiedziałam. Nie tylko z zachowania. Wygląd też uległ zmianie. Bardzo zmężniał. Stał się prawdziwym mężczyzną. Idealnym.
- Ty też Granger. Słyszałem, że pracujesz w Ministerstwie.
- Tak. A ty ?
- Mam swoją firmę. Bardzo dobrze prosperującą.
- Widać- odparłam.
- Jesteś jeszcze z Weasley'em?- wypalił nagle. Zaszokował mnie. Myślałam, że zna odpowiedź.
- Nie wyszło nam. Teraz jestem sama. A ty ? Parkinson czy Greengrass?
- Żadna. Tak jak ty jestem sam- nie wiem dlaczego, ale ucieszyłam się z tego powodu. Od razu stałam się jakaś  taka weselsza. Blondyn chyba to zauważył, bo uśmiechnął się pod nosem. Dopiłam moje wino i odstawiłam kieliszek.
- Będę się już zbierać. Nie będę ci dłużej na głowie siedzieć.
- Mi to wcale nie przeszkadza. Możesz siedzieć ile chcesz- zaśmiałam się, jednak wstałam
 i skierowałam się do wyjścia. Poszedł za mną. Odwróciłam się kiedy byłam już przy drzwiach. Stał za mną, co spowodowało, że na niego wpadłam. Spojrzałam w jego stalowe oczy i powiedziałam:
- Do zobaczenia- nachylił się nade mną i szepnął mi do ucha:
- Mam nadzieję, że to szybko nastąpi- zamarłam. Nie spodziewałam się tego. A zwłaszcza, że potem pocałował mnie w policzek. Zszokowana wyszłam z jego mieszkania.

***
Czytanie książki w parku jest moim ulubionym zajęciem. Zawsze siadam na mojej ulubionej ławce
i wgłębiam się w lekturę. Tak było i dziś. Już od jakiejś godziny czytałam bardzo ciekawy kryminał. Nie mogłam się od niego oderwać. Dopiero, kiedy poczułam, że obok mnie ktoś usiadł oderwałam głowę i spojrzałam w stronę przybysza.
- Nie wiedziałem, że lubisz kryminały Granger.
- Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz Malfoy- odpowiedziałam.
- To muszę się dowiedzieć - uśmiechnął się tajemniczo i wyrwał mi książkę z ręki. Wywróciłam teatralnie oczami i próbowałam odzyskać moją własność.
- Oddam ci ją, jeśli zjesz ze mną kolacje- spojrzałam na niego zdziwiona, ale się zgodziłam- To o 18 u mnie- powiedział i odszedł z moją książką. Nie pozostało mi nic innego, tylko iść do domu. Po drodze spotkałam jednak Diabełka.
- Cześć Mionka. Dawno się nie widzieliśmy.
- Zaledwie wczoraj- pokazałam mu język- Co tak sam chodzisz? Gdzie masz Ginny?
- Pojechała do rodziców, a ja idę do Draco. Kupił sobie mieszkanie w tym samym bloku, co ty.
- Wiem- odpowiedziałam bardziej do siebie.
- Jak to wiesz?
- Dłuższa historia. To chodźmy razem, bo ja i tak idę już do domu- ruszyliśmy w stronę mojego apartamentowca.
- Pasowałabyś do Smoka- wypalił nagle. Lekko się uśmiechnęłam- Powinnaś się za niego brać- teraz to wybuchnęłam śmiechem- Nie wiem z czego się tak śmiejesz- powiedział i również zaczął się śmiać. W końcu dotarliśmy, więc pożegnałam się z Diabełkiem i poszłam do siebie. Zostały mi trzy godziny na przygotowanie się.

***
Ostanie poprawki i byłam gotowa. Ubrałam piękną, czarną sukienkę . Do tego założyłam czerwone dodatki. Włosy wyprostowałam i zostawiłam rozpuszczone. Ogólnie wyglądałam bardzo ładnie.
 O 17:50 stanęłam przed jego drzwiami. Zapukałam. Otworzył mi po chwili.
- Jestem- odpowiedziałam.
- Wyglądasz pięknie- powiedział i wpuścił mnie do środka. Zobaczyłam pięknie zastawiony stół, a na nim pełno smakołyków. Wskazał mi ręką gdzie mam usiąść, po czym odsunął mi krzesło.
- Smacznego- odparł i zabraliśmy się do jedzenia. To było pyszne. Nie sądziłam, że on może tak genialnie gotować.
- To jest wspaniałe- stwierdziłam.
- Wiem o tym.
- Skromny to ty nie jesteś- pokazałam mu język.
- Masz ochotę na wino?- spytał po chwili. Kiwnęłam twierdząco głową. Przenieśliśmy się na sofę. Wzięłam kieliszek od niego i upiłam łyk.
- To oddasz mi tą książkę?
- Oddam. W swoim czasie. Teraz sobie porozmawiamy- delikatnie się uśmiechnęłam.
- Malfoy, to dziwne, że się aż tak zmieniłeś- wypaliłam nagle.
- No widzisz- odpowiedział.
- Ludzie się nie zmieniają od tak.
- Cuda się zdarzają
- Cudem jest chyba to, że ty żony nie masz. No chyba, że masz.
- Nie, nie mam. Nie mam nawet dziewczyny. 
- Dziwne.
- Niby czemu?
- No bo wyglądasz tak- odpowiedziałam, na co on tylko się zaśmiał.
- Nie chcę jakiejś głupiej blondynki. Wolę mądrą brunetkę.
- Tylko gdzie ty taką znajdziesz?
- Hmm. Pewnie jest bliżej, niż myślę.
- Na pewno- nie wiedzieć czemu, poczułam dziwne ukłucie w środku . Miał kogoś na oku. I to na pewno nie byłam ja.  STOP! Czy mi się podoba Malfoy? Jest przystojny i taki słodki. Zmienił się. Uratował mnie. Nie to nie może być prawda. Nie mogłam się w nim zakochać w ciągu jednego dnia. Ale przecież już wcześniej mi się podobał. Cholera.
- O czym ty tak myślisz?- ocknęłam się i spojrzałam na niego. Nawet nie wiedziałam kiedy usiadł koło mnie. Siedzieliśmy teraz stykając się ramionami. Przeszedł mnie dziwny dreszcz.
- A o niczym szczególnym- odpowiedziałam. Nie mogłam mu przecież powiedzieć, że chyba się
w nim zakochałam.
- Ty dalej jesteś z Rudzielcem?
- Jakbym dalej z nim była, to pewnie by mnie tu nie było- powiedziałam zgodnie z prawdą- Nigdy nie byłam z nim szczęśliwa. Nie pasowaliśmy do siebie- zauważyłam, że się uśmiechnął. Nie wiedziałam co to oznaczało.
- Lepiej się już czujesz?
- Tak. Dziękuję za pomoc.
- Nie ma za co- odpowiedział, po czym położył rękę na moim udzie. Nie odsunęłam się. Spojrzałam w jego piękne oczy. Zobaczyłam w nich troskę i... Miłość? Zaczął się do mnie zbliżać. Poczułam jego oddech na moim karku.
- Jesteś taka piękna- szepnął mi do ucha. Odwróciłam głowę w jego stronę i nasze usta wreszcie się spotkały. Przyjemne ciepło rozeszło się po moim ciele. Całowaliśmy się bardzo namiętnie. Draco wziął mnie na ręce i przeniósł do sypialni, zamykając przy tym z trzaskiem drzwi.
 
***
Ten sam park, ta sama ławka. Tylko 5 lat później. Po raz kolejny czytałam tą samą książkę, kiedy mała Rose bawiła się liśćmi. Uwielbiała to robić. Odłożyłam na chwilę powieść i spojrzałam na moją córeczkę. Była bardzo podobna do swojego ojca. Piękne, długie, blond włosy i stalowe oczy. Po prostu skóra z niego zdjęta. Miała 5 latek, ale była bardzo mądra, jak na swój wiek. Rozpierała mnie duma, kiedy na nią patrzyłam.
- Tatuś!- krzyknęła i pobiegła do niego. Wziął ją na ręce i usiadł koło mnie na ławce.
- Co tam moja księżniczko?
- Dobze. Idę bukiecik zlobić- zeskoczyła z jego kolan i zajęła się sobą.
- Cześć kochanie- pocałował mnie w policzek.
- Jak było w pracy?- spytałam.
- Wszystko dobrze. Tęskniłem.
- Ja też- po chwili nasze usta złączyły się w pocałunku.
- Fuu- nagle spadł na nas ogrom liści. To była Rose, która teraz biegała wokół ławki i łapała liście.
- Może wrócimy już do domu?- spytałam. Draco kiwnął głową, po czym wstał i wziął małą na ręce.
- No księżniczko. Wracamy już.
- Dobze- złapał mnie za rękę i razem skierowaliśmy się do domu. Byłam szczęśliwa. I pomyśleć, że to wszystko przez tragiczną noc...
 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nareszcie skończyłam :) Przepraszam, że tak długo i że to nie jest rozdział :D Wybaczcie. Dodaje ją w ten szczególny dzień. 22 wrzesień. Urodziny Toma Feltona ♥ ♥ Także dedykuję ją jemu, choć nigdy jej nie przeczyta oraz Oli *_* Kooocham was ♥

czwartek, 5 września 2013

Rozdział 27

Tydzień później...

- Pora zacząć kolejny spokojny dzień- powiedziałam wchodząc do mojego biura, w którym była już Katie. Teraz wszystko było idealnie.  Nie było już żadnej Astorii, która  mogła mnie zniszczyć. Usiadłam za biurkiem i zajęłam się pracą.  Jednak nie było mi to dane, bo po chwili drzwi się otworzyły i do środka weszła zapłakana Pansy. Oderwałam się od papierów, których nawet nie zdążyłam przeglądnąć i zapytałam:
- Co się stało?
- Mój klub...- wydukała i ponownie wybuchnęła płaczem.
- Co z nim ?
- Jego już nie ma. Ktoś go podpalił!- krzyknęła po chwili. Spojrzałam na nią z współczuciem. Jej małe królestwo spłonęło. To nie mogła być prawda.
- Kiedy to się stało ?
- Dzisiaj rano. Nie wiadomo, kto to zrobił.
- Kochanie nie uwierzysz, czego się właśnie dowiedziałem!- do środka wpadł Draco cały
w skowronkach. Lecz kiedy zobaczył Pansy przestał się uśmiechać- Co się stało?
- KLUB MI SPALILI!- wrzasnęła i po raz kolejny zalała się łzami.
- Kto ?! Zabije sukinsyna!
- Nie wiadomo- odparłam trzeźwo. Było mi strasznie żal Czarnej- Co takiego miałeś mi do powiedzenia- zwróciłam się do blondyna, zanim zaczęli by planować, jak znaleźć podpalacza, albo coś w tym stylu.
- Zostałem Ministrem Magii- odpowiedział, jakby nigdy nic. Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. Czy na pewno się nie przesłyszałam?
- CO ?! Naprawdę ?
- Tak. Shacklebolt mi przed chwilą powiedział, że rezygnuje. Ponoć wszyscy na mnie głosowali, więc od jutra jestem Ministrem.
- To gratuluje- powiedziała Parkinson. Przez chwilę byłam w szoku, ale w końcu się ocknęłam
i stanęłam obok niego. On przyciągnął mnie do siebie, a ja wpiłam się w jego usta. Trwaliśmy tak trochę, a potem oderwaliśmy się od siebie.
- Ja już pójdę. Muszę spotkać się z Deanem- i teleportowała się.
- Szkoda tego klubu.
- Na pewno szybko się odbuduje. Nie zapominajcie kim jesteśmy- do rozmowy wtrąciła się Katie. Zupełnie zapomniałam, że jest ona razem z nimi. Wzruszyłam ramionami i ponownie usiadłam za biurkiem. Blondyn rzucił tylko do zobaczenia i wyszedł. Zaczęłam wypełniać papiery.

***
Do domu wróciliśmy późnym wieczorem. Wcześniej spotkaliśmy się jeszcze z Dafne i Teo, aby przedyskutować sprawę Pansy. Postanowiliśmy jakoś jej pomóc. Byliśmy jeszcze pod klubem. Wyglądał strasznie. Wszystko było spalone. To była robota czarodzieja. Na pewno. Ale Czarna nie miała, żadnych wrogów. Chyba. Zdecydowanie za dużo wrażeń, jak na jeden dzień. Ledwo usiadłam na sofie, a już rozległ się dzwonek do drzwi. Draco poszedł się kąpać, więc sama poszłam otworzyć. Okazało się, że to Ginny z Blaisem.
- Wy też macie jakieś kolejne wieści?- spytałam, wpuszczając ich do środka.
- Tak - popatrzyłam na nią zrezygnowana i udałam się do salonu. Para ruszyła za mną. Wyczarowałam butelkę Oginstej którą rozlałam do trzech szklanek i byłam gotowa na wszystko.
- Jestem w ciąży- odparła Ruda.  Akurat wtedy napiłam się, a więc ta informacja spowodowała, że wszystko wyplułam.
- CO?- krzyknęłam. Tego się nie spodziewałam. Tak samo, jak oni nie sądzili, że tak zareaguje. Szybko się oprzytomniałam i dodałam:- Jak fajnie. Gratuluje. Nie sądziłam, że tak szybko wam pójdzie- wszyscy się roześmiali.
- Uwierz, mi też trudno w to uwierzyć, ale stało się- odparł Diabełek.
- Co się stało?- do środka wszedł Smok. Usiadł koło mnie i wypił moją Ognistą, której w końcu nie dopiłam.
- Ginny jest w ciąży- odpowiedziałam. Na początku był w szoku, ale potem szok ustąpił miejsce zadowoleniu.
- To świetnie. Gratulacje. Słyszeliście o klubie Pansy ?
- Tak. To straszne- powiedziała Ruda.
- Powinniśmy coś zrobić! Może użyjemy czarów ?- zaproponował Blaise.
- No i jak to będzie wyglądało? Przecież to nie jest czarodziejska dzielnica. Tak nagle spalony budynek będzie odnowiony?
- W sumie masz rację Mionuś.
- Rany Blaise. Obiecałam rodzicom, że do nich wpadniemy teraz- Ginny aż poderwała się z miejsca. Zabini jednak niechętnie się podniósł.
- To do zobaczenia- odparła Weasley i razem z Diabełkiem się teleportowali.
- Tego się nie spodziewałem.
- No ja też nie. Chyba pójdę się położyć. Za dużo wrażeń- odparłam i poszłam na górę. Od razu rzuciłam się na łóżko, nie ściągając nawet butów. Dzisiejszy dzień był pełen niespodzianek. Ginny
w ciąży! To dopiero szok. Może wydawać się to innym za szybko, ale jak dla mnie nie ma to znaczenia. Oczywiście mogli jeszcze trochę poczekać, ale teraz już nic nie da się zrobić. Wpadli. Najgorszą informacją dzisiejszego dnia była wiadomość o klubie Czarnej.  Wcale bym się nie zdziwiła, jakby teraz znowu coś się wydarzyło. I oczywiście wszystko musiałam wykrakać, bo po chwili do pokoju wszedł Draco z "miłą" wiadomością.
- Pansy przyszła. Jest w jeszcze gorszym stanie niż rano- i wyszedł. Niechętnie zwlekłam się z łóżka
i poszłam na dół. Rzeczywiście Parkinson była jeszcze bardziej zapłakana.
- Co się stało?- spytałam siadając blondynowi na kolanach.
- Wiem kto to zrobił !- zawyła.
- KTO?!- krzyknęłam równocześnie ze Smokiem.
- To był Dean!- zamarłam. Nie mogłam w to uwierzyć. Jak on to mógł zrobić własnej dziewczynie. Widziałam, jak Draco zaciskał pięści. Musiałam zapanować nad jego gniewem.
- Ale jak to ? Opowiedz wszystko od początku.
- Przyszedł do mnie i powiedział, że razem z kolegami wczoraj przyszedł pod mój klub i oni go podpalili. Ponoć dużo wypili. On twierdzi, że nie podpalał tylko tam był. Ale mógł ich powstrzymać !- powiedziała, raczej opanowana. Już nie płakała. Na pewno była zdenerwowana, ale nie dała po sobie tego poznać.
- To okropne. Ale powiedział chociaż kto był z nim?
- Nie!- krzyknęła. Wzięła pozostawioną przeze mnie szklankę i cisnęła ją o ścianę. Rozbiła się na miliony kawałków. A wraz z nią Czarna. Po jej policzkach popłynęły kolejne łzy. Podeszłam do niej
i ją przytuliłam.
- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze.
- Wcale, że nie. Straciłam dzisiaj i klub i chłopaka!- kolejna szklanka poszła w ruch.
- Może zostaniesz dzisiaj u nas na noc?- spytał Draco.
- Nie chcę wam przeszkadzać.
- Daj spokój. Zostajesz i koniec- odparłam stanowczo. Po raz pierwszy na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Mogłabym iść się już położyć ?
- Oczywiście. Chodź zaprowadzę cię- powiedział blondyn. Po chwili zniknęli na piętrze. Szczerze miałam dość tego dnia. Wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało. Trzeba zawiadomić o tym Dafne. Jednak nie miałam już na to siły. Jedyne na co miałam ochotę to iść spać. I skończyć w końcu ten głupi dzień.
- Zasnęła.
- To dobrze. Może my też pójdziemy?- on tylko pokiwał twierdząco głową i poszliśmy na górę . Przebrałam się w moją sweet piżamkę i od razu wskoczyłam do łóżka.
- To dobranoc- pocałowałam go w policzek i zasnęłam...
 
***
Obudził mnie głośny krzyk. Od razu zerwałam się z łóżka, zabierając ze sobą różdżkę i pobiegłam w stronę dochodzących dźwięków. Nie myliłam się. Szybko weszłam do pokoju Pansy. Biedna była cała spocona i krzyczała:
- NIE!- usiadłam przy łóżku i próbowałam ją obudzić. Po jakiejś minucie mi się udało.
- Co się stało?- spytała zdezorientowana.
- Coś ci się strasznego śniło. Przyszłam sprawdzić, czy wszystko ok.
- Tak już dobrze.
- Masz ochotę czegoś się napić ?
- Tak- wyczarowałam dwa kieliszki i butelkę wina. Nalałam do obu i podałam jej jeden.
- Uda się wszystko odbudować prawda?- zapytała nagle.
- Oczywiście. Będzie dobrze- odparłam. Zapadła krępująca cisza. Wiedziałam, że nad czymś się zastanawia. Nie chciałam jej przerywać. W końcu się odezwała:
- Co ja mam zrobić z Deanem ?- tego pytania się spodziewałam.
- Ja nie wiem Pans. Jeśli chcesz mu wybaczyć, to...
- Nie- przerwała mi- Ja nie powinnam chyba.
- Rób co uważasz. Ale pamiętaj, że cokolwiek postanowisz stanę za tobą murem.
- Dzięki- uśmiechnęłam się lekko.
- To ja już pójdę. Dobranoc- i wyszłam. Wróciłam do sypialni. Draco jednak nie spał. Weszłam do łóżka i wtuliłam się w jego nagi tors.
- Wszystko w porządku?- spytał.
- Tak. Już ok- odparłam. Miałam nadzieję, że już nic mnie nie obudzi. Z takim życzeniem zasnęłam.
 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam ! Brak weny po obozie :c Ale mnie olśniło i macie rozdział pełny niespodzianek. Wiem pewnie za dużo tego wszystkiego, ale no :D musiałam. Wybaczcie ♥ Postaram się dodać jak najszybciej kolejny, ale wiecie szkoła się zaczęła, a ja w 3 g i podwójna nauka :c Rozdział dedykuje Julci za pomoc ♥

niedziela, 11 sierpnia 2013

Miniaturka

Moje życie to jedna wielka porażka uczuciowa. Już od dwóch lat jestem sama. Po wojnie przestałam być
 z Harrym. On został aurorem. Wciągnął się w wir pracy, a ja miałam dość jego ciągłego spóźniania się
 i odeszłam. Nawet nie próbował mnie zatrzymywać. Ale dość o nim. No to może zacznę od początku. Jestem Ginny Weasley. Po skończeniu szkoły zostałam projektantką. Mam już swój własny sklep, w którym sprzedaje moje wszystkie projekty. Jest on bardzo popularny. Często organizuje również pokazy, w których chodzą najsłynniejsze modelki. Jestem bardzo dumna z tego co osiągnęłam. Teraz jestem w trakcie tworzenia nowej kolekcji. Mam nadzieję, że będzie równie dobra jak poprzednie. Także czytajcie uważnie moją opowieść.

***
Stałam pod drzwiami i lekko zapukałam. Niechętnie zgodziłam się na to co wymyśliła Hermiona, ale nie miałam innego wyjścia i musiałam stawić się na tą randkę. Powiedziała, że znalazła mi chłopaka. Byłam pełna obaw. 
- Cześć Ginny! Wchodź!- powiedziała brunetka wpuszczając mnie do środka. Musiałam przyznać, że uwielbiałam do niej przychodzić. Jej dom był zniewalający. Ale nic dziwnego. W końcu była bardzo dobrym magomedykiem, a jej mąż był dyrektorem banku Gringotta (dość dziwna historia z tym bankiem, ale to może wam opowiem innym razem). Właśnie o tym wam nie powiedziałam. Po wojnie u Miony wszystko zmieniło się o 180 stopni. Zerwała ona z Ronem i podjęła pracę w św. Mungu. Pewnego razu zajmowała się pacjentem, którym okazał się Draco Malfoy. Zapomniała o dawnych urazach i pomogła mu. Nie tylko dlatego, że musiała. Ale to nieistotne.  On w rewanżu zaprosił ją na kolacje. Od tego czasu minęła trzy lata. Rok temu wzięli ślub, a już niebawem będą szczęśliwymi rodzicami. 
- Rozgość się. Napijesz się czegoś?- zapytała, kiedy usiadłam na fotelu w salonie.
- Bardzo chętnie. Może być kawa.
- Ok już przyniosę- i wyszła. Uśmiechnęłam się pod nosem. Uwielbiałam przebywać w tym pokoju. Było tu pełno zdjęć Malfoyów. Oboje są na nich tacy szczęśliwi. Zawsze zazdrościłam Hermi takiego chłopaka, jak Draco. On zawsze miał dla niej czas, choć oboje pracowali na dość odpowiedzialnych stanowiskach. Nigdy u nich nie zdarzyło się tak, że blondyn wpadł w wir pracy. Nigdy.
- O cześć Ruda- do pokoju wszedł Smok. Jak zawsze wyglądał zabójczo. Niebieska koszula i jeansy. To było to. Jego strój idealnie współgrał ze strojem Miony, która miała na sobie błękitną sukienkę mojego projektu.
- Cześć fretko- odpowiedziałam i pokazałam mu język. 
- Nie będę tego komentował. Widzę, że moja kochana żonka w końcu cię namówiła. Mam nadzieję, że nie będziesz na nas zła. 
- O co?- spytałam. W tym momencie do salonu weszła brunetka razem z ... ZABINIM!- A on co tu robi?!- aż poderwałam się z miejsca. Nie trawiłam jego towarzystwa od czasu, kiedy prawie zniszczył cały mój pokaz. Owszem był przystojny, ale strasznie denerwujący.
- Ginusiu myślałaś, że pozwolę im umówić cię z jakimś frajerem? Masz mnie! 
- Miona powiedz, że on żartuje!
- Wybacz Ginny. Diabełkowi bardzo zależało. Trudno było odmówić. Pasujecie do  siebie i...- nie mogłam tego słuchać. Wzięłam torebkę i ruszyłam do wyjścia. Jednak na drodze stanął mi Blaise. 
- Tylko jedna kolacja. Proszę cię. Draco z Mionka też tu będą- spojrzałam na nich. Pokiwali  twierdząco głowami. Odpuściłam.
- Niech będzie - odparłam zrezygnowana. 
- To super. Siadajcie do stołu. Zaraz podam- odparła Hermiona i poszła do kuchni.
- To ja jej pomogę- dodał Draco i zniknął za swoją żoną. Zostałam sama razem z tym matołem, który cały czas szczerzył się, jak głupi. 
- No to powiedz mi słońce, jak tam twoja nowa kolekcja. Będę mógł w końcu wystąpić w twoim pokazie ?
- Ile razy już ci mówiłam, że nie!- byłam coraz bardziej zdenerwowana. Jak on w ogóle śmiał o to pytać? Nie dość, że przez niego na ostatnim pokazie musiałam wyrzucić moją ulubioną sukienkę do kosza, to główna modelka odeszła, bo jej jakichś głupot naopowiadał.
- Dalej jesteś zła o tą sukienkę?
- Ja? Skądże- w moim głosie wyczuwalny był sarkazm.
- Ile razy mam cię przepraszać? To był wypadek.
- Tak tak. Z Victorią też?
- Z nią to jest już inna sprawa.
- Ależ oczywiście- odparłam. Na szczęście nie musiałam już kontynuować tej dyskusji, bowiem wróciła Miona razem z Draco. Przynieśli różne smakołyki, którymi po chwili się zajadaliśmy. Do tego jedno
z najlepszych win, które Malfoy tak uwielbiał. Sama Hermi pokazywała mi jego "kolekcję" i była wprost imponująca.
- Pyszne to było- powiedziałam, kończąc mój posiłek.
- Zgadzam się. Świetnie gotujesz Mionuś.
- Dzięki Blaise. Ale w tym jest też duża zasługa mojego męża- odparła brunetka. Zauważyłam, że razem
 z blondynem mają splecione ze sobą ręce. Uśmiechnęłam się w duchu na ten widok. Byli taką wspaniałą parą.
- Jasne jasne. On to na pewno tylko wodę w czajniku zagotował- Hermiona się zaśmiała, Draco tylko wywrócił oczami, a ja byłam oburzona. 
- Ty na pewno nie potrafisz nawet tego- odburknęłam i zamoczyłam moje usta w winie.
- A chcesz się przekonać, że potrafię dużo więcej?
- Oczywiście!- krzyknęłam. Być może zgodziłam się na kolejną randkę z tym bęcwałem, ale szczerze mnie to nie obchodziło. Spojrzałam na moją przyjaciółkę. W jednej chwili jakoś tak posmutniała. Pewnie
z naszego powodu. Postanowiłam trochę odpuścić.
- Ja może podam deser- odparła Hermiona i wstała z krzesła.
- Pomogę ci- powiedziałam. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Razem poszłyśmy do kuchni.
- Ginny ja wiem, że on może jest trochę denerwujący, ale tak naprawdę on jest wspaniałym facetem- nic nie powiedziałam. Spuściłam wzrok i wpatrywałam się w moje buty.
- Daj mu szansę- to były jej ostatnie słowa, zanim wyszła. Zostałam sama z myślami. Może rzeczywiście byłam dla niego za ostra. Powinnam chociaż dać mu szansę. Wróciłam do salonu.
- Ginnusiu, co ty tam tak długo robiłaś?- sztucznie się uśmiechnęłam. Na szczęście on tego nie zauważył, jednak Hermi posłała mi mrożące krew w żyłach spojrzenie.
- A no wiesz, musiałam eee- nie wiedziałam co wymyślić, ale w końcu odparłam:
- Ręce myłam.
- Aha. Rudzielcu mój kochany. Nie masz ochoty na spacer?- właściwie nie chciałam iść, ale się zgodziłam.
- Dobrze chodźmy- wstałam z miejsca, pożegnałam się z Malfoy'ami i wyszłam z ich domu. Długo nie kazał na siebie czekać i razem poszliśmy przed siebie. Byliśmy w czarodziejskiej dzielnicy Londynu, więc wszystko było tu magiczne.
- Dlaczego ty mnie tak nie lubisz?- usłyszałam tuż przy moim uchu.
- Ależ ja cię lubię- odparłam. Jednak to chyba go nie przekonało. Zdecydowałam się na coś, czego wcześniej bym nie zrobiła. Pocałowałam go w policzek. Od razu na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Już myślałem- ja również się uśmiechnęłam. Wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałam. On mnie pocałował! Odwzajemniłam pocałunek.  To było takie wyjątkowe. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Z Harrym nigdy tak nie było. W końcu się od siebie oderwaliśmy. Spojrzałam w jego oczy
i już wiedziałam, że to jej ten.
- Ginny, czy chcesz być moją...- nie dałam mu dokończyć, tylko wpiłam się w jego usta.
- Tak!- krzyknęłam. Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam go w stronę parku. Nagle poczułam kroplę wody na mojej ręce- Eee Blaise. Chyba zaczyna padać- stwierdziłam. I rzeczywiście, po chwili
z nieba lunął deszcz. Nie minęły nawet 3 minut, a my już byliśmy mokrzy. Idealna romantyczna scena. Chwilę potem poczułam jego usta na moich.
- Może już zejdźmy z tego deszczu?
- Dobrze- odparłam i teleportowaliśmy się. Stanęliśmy pod drzwiami jego domu. Diabełek otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Zabini miał przepiękne mieszkanie.   
- I jak ci się tu podoba?
- Pięknie tu. Mogę do toalety?- spytałam,rozglądając się za łazienką.
- Jasne. Tam jest- wskazał mi pierwsze z drzwi. Udałam się do nich. Weszłam  do środka, oświeciłam światło i wrzasnęłam:
- AAAAA!
- Co się stało?- w drzwiach stanął Blaise i również wrzasnął- Co ty tu robisz?!- w wannie leżała Astoria Greengrass, cała w pianie i płatkach róż. Wstrząsnęło mnie to. Nie czekając na nic wyszłam
z łazienki i skierowałam się do wyjścia.
- Ginny! To nie tak jak myślisz, kotku !- obejrzałam się za siebie i tylko trzasnęłam drzwiami. Nie wiedziałam co ona tam robiła, ale nie chciałam go słuchać. Teleportowałam się do mojego mieszkania.

     ***
- Ale jak to? Co ona tam robiła?- spytała Miona. Właśnie kończyłam przygotowania do mojego pokazu, który odbędzie się jutro.  Wszystkie kreacje były już gotowe.
- Nie wiem. Nie miałam ochoty go słuchać. A najgorsze jest to, że ja się w nim chyba zakochałam.
- Co?! Ale przecież ostatnio mówiłaś, że jest denerwujący.
- No wiem. On ciągle jest taki. Ale jest też uroczy i w ogóle- rozmarzyłam się trochę, ale szybko się otrząsnęłam.
- Wypytam się Draco, co mu Blaise mówił. Właśnie teraz siedzą razem w domu- wstrzymałam oddech. W jednej chwili mogłam wszystko wyjaśnić. Jednak się bałam. Co jeśli on woli Astorię?
- Ja już skończyłam. Mogłabym z tobą no wiesz.
- Jasne. Chcesz z nim pogadać- przytaknęłam głową. Wzięłam swoje rzeczy i teleportowałyśmy się pod ich dom. Serce zaczęło mi bić mocniej. Weszłyśmy do środka. Od razu usłyszałyśmy głos Diabła:
- Stary, ona była tylko kolejną zabawką. Nic nie znaczyła.
- Ostatnio mówiłeś coś innego.
- Wiem co mówiłem. Ta randka była fajna, ale no. Ona jest idiotką- nie mogłam dalej tego słuchać. Wybiegłam z łzami w oczach z ich domu. Teleportowałam się z trzaskiem.

***
Blaise

- Idiotka z tej Greengrass. I jak ja mam teraz odzyskać Ginny?- od godziny rozmawiałem już ze Smokiem. Od tego dnia, kiedy była u mnie, nie widziałem jej. Próbowałem z nią pogadać, ale nie mogłem jej nigdzie złapać. Brakowało mi tego Rudzielca. 
- Nie wiem. Ale co z Astorią?
- Stary, ona była tylko kolejną zabawką. Nic nie znaczyła.
- Ostatnio mówiłeś coś innego.
- Wiem co mówiłem. Ta nasza ostatnia randka była fajna, ale no. Ona jest idiotką.
- I to jaką. Dobrze, że już sobie ją odpuściłeś.
- Ja jej nigdy nie chciałem- odparłem. W tej chwili zauważyłem Mionę. Była zawiedziona?
- O cześć Miona- powiedziałem.
- Jak było w pracy kochanie?- spytał Draco. Brunetka usiadła mu na kolanach.
- Wszystko w porządku. Właśnie byłam u Ginny- od razu serce zaczęło mi bić bardziej- Powiedziałam jej, że tu jesteś Blaise. Przed chwilą tu była, jednak usłyszała to czego nie powinna. Źle to zrozumiała- zamarłem. Przecież teraz to na pewno mi nie wybaczy. Ukryłem twarz w dłoniach. Wiedziałem, że szukanie jej nic nie da. I tak nie będzie chciała ze mną rozmawiać.
- Cholera!- krzyknąłem i zerwałem się z miejsca. Nagle w mojej głowie zaświtał plan- Zobaczymy się jutro na jej pokazie. Do zobaczenia- i szybko wybiegłem z ich domu.

***

Byłam strasznie zdenerwowana. Zaraz zaczynał się pokaz. Niby wszystko było przygotowane, modelki ubrane, ale zawsze coś może pójść nie tak. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam przepięknie w sukience mojego projektu. Nie chcę się tu przechwalać, ale jestem bardzo dobrą projektantką. Do tego idealnie dobrałam dodatki. 

- Zaczynamy!- krzyknęłam po chwili. Z głośników popłynęła muzyka i ruszyła pierwsza modelka. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem. Spojrzałam niezauważona na widownię. Draco z Mioną siedzieli na specjalnych miejscach w pierwszym rzędzie. Wyglądali tak słodko. Obok nich było jedno wolne krzesło. Specjalne dla Blaise'a.  Nie przyszedł. Czyli jednak to co mówił było prawdą! Łza spłynęła mi po policzku. Starałam się być silna. Nie mogłam się przecież rozmazać. To by był wielki wstyd. Ale przecież, ja się w nim zakochałam. Stop! Przecież on nazwał mnie idiotką. I byłam tylko jego zabawką ! Otrząsnęłam się 
i wróciłam do zajmowania się pokazem. Modelki świetnie sobie radziły. Widać, że są to profesjonalistki. Nawet nie wiem, kiedy to zleciało, ale już prawie był koniec. Dziewczyny już zaprezentowały wszystkie moje kreacje. Chyba się wszystkim spodobało. 
- Brawo dla projektantki Ginewry Weasley!- zrobiłam wdech i wydech i wyszłam na wybieg. Przeszłam do końca wpatrując się martwo w jeden punkt. Uleciała ze mnie wszelka radość. Jednak uśmiechnęłam się sztucznie. Popatrzyłam na Mionę, która patrzyła na mnie bardzo wesoła. Już miałam się odwrócić, kiedy nagle zgasły wszystkie światła. Nie wiedziałam co robić. Wszystko miało być idealnie, a tu nagle awaria prądu?! I wtedy oświetlony został tylko środek wybiegu. Odwróciłam się i zamarłam. Stał tam Blaise 
z ogromnym bukietem czerwonych róż. Do tego modelki miały na sobie koszulki, które układały się w napis Przepraszam ♥. On za to miał napisane "To nie było o tobie, tylko o Astorii". Łza spłynęła mi po policzku. Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego. Podbiegłam do niego, znaczy w szpilkach trudno się biega, ale dobra. I wpiłam się w jego usta. Rozległy się głośnie brawa. W tej chwili byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. 

I tak kończy się ta opowieść. Rok po tym Blaise mi się oświadczył. Ślub odbył się kilka miesięcy po oświadczynach. Była to magiczna chwila. Obecnie jesteśmy szczęśliwymi rodzicami jedenastoletniej Alice, który jest strasznie podobny do Diabełka. Wcielenie zła :) U Hermiony i Draco też wszystko układa się idealne. Mają synka Scorpiusa, która jest rok starszy od Al. I on też podał się do tatusia. Co do mnie, to dalej jestem projektantką. Tylko jestem jeszcze bardziej popularna :D 
Mam nadzieję, że moje życie będzie do końca takie szczęśliwe ...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miniaturka przed moim wyjazdem :D Wracam 22 :) Raczej nic nie dodam. Może jedzie ktoś z was na obóz tenisowy ? ♥

Dedykuję ją Olusii ♥ Kochana no twój ulubiony paring :D I Julce ♥ koochaaam wass xd

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 26

Pójście do pracy po tak długiej nieobecności, było męczarnią. Czekał na mnie stos papierów, które musiałam przeglądnąć i wypełnić. W biurze byłam sama, bo Katie poszła na przerwę. Ja niestety nie mogłam się nigdzie wyrwać, przez te durne papiery. Już od 5 godzin nad nimi siedzę. Została mi jeszcze połowa. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę- odparłam. Do środka weszła Dafne z dwoma kubkami kawy.
- Cześć, cześć, cześć. Słyszałam od Draco, że od rana tu już siedzisz, więc przyniosłam ci kawę- powiedziała i usiadła przed moim biurkiem. Od razu wzięłam od niej kawę i upiłam spory łyk.
- Dzięki. Tego było mi trzeba.
- Muszę ci coś powiedzieć- oderwałam wzrok z papierów i spojrzałam na nią- Astoria wczoraj była w domu.
- Rozmawiałaś z nią?- spytałam opanowana.
- Próbowałam, jednak ona mnie w ogóle nie słuchała. Przyszła i wyszła. Tylko coś mówiła, żebym trzymała się z daleka od ciebie, bo jeszcze mi się coś stanie. Miona ona coś kombinuje- kawa prawie wyleciała mi
 z ręki. Wiedziałam, że ona będzie chciała się mnie pozbyć, ale bez przesady.
- I co ja mam teraz zrobić?
- Musisz na siebie uważać. Rozmawiałam już z Draco. I uzgodniliśmy, że najlepiej będzie, jak zawsze ktoś przy tobie będzie- wypowiedziała to dość niepewnie. W środku cała się gotowałam. Jednak nie dałam po sobie tego poznać.
- Dobrze. Ale nie sądzisz, że to lekka przesada?
- Astoria jest nieobliczalna. Trzeba cię chronić.
- Niech będzie- odparłam i dopiłam moją kawę. Spojrzałam na zegarek. Zaraz kończyła się przerwa Katie.
- A właśnie. Chciałam cię zaprosić ciebie i Draco do nas w sobotę. Co ty na to ?
- Bardzo chętnie przyjdziemy.
- To świetnie. Czekam na was w sobotę. A i Mionka. Uważaj na siebie- powiedziała i wyszła. Wyrzuciłam kubek do kosza i zaczęłam znowu wypełniać papiery. Po 5 minutach wróciła Katie. Od razu wzięła się do roboty. Odkąd wypiłam tą kawę, wypełnianie papierów szło mi szybciej. Równo o 17 skończyłam. Moja asystentka wyszła dwie godziny temu, a ja zostałam sama. Pochowałam wszystko do szafek i czekałam na Draco. Wcześniej przyszedł do mnie i oznajmił, że sama nie mogę wyjść z Ministerstwa.
- Już jestem!- oznajmił blondyn, chodząc do środka- Idziemy?
- Jasne- odparłam i razem wyszliśmy. Tym razem użyliśmy kominków i już po chwili byliśmy
w domu. Zmęczona opadłam na sofę.
- Jesteś głodna?
- Tak i to bardzo- stwierdziłam. Jutro czekał mnie kolejny nudny dzień w pracy, ale za to pojutrze mam wolne- Wiesz, że w sobotę idziemy do Dafne?!- krzyknęłam, żeby usłyszał z kuchni.
- Oczywiście!
- Ona mieszka z Nottem?- spytałam. Nie wiedziałam, gdzie ona mieszka. W sumie to na razie mało o niej wiedziałam, ale dopiero się poznajemy.
- Chyba tak.
- To dobrze- weszłam do kuchni i przytuliłam się od do niego od tyłu- Wiesz jakoś straciłam chęć od jedzenie- mruknęłam mu do ucha. Odwrócił się, a ja wpiłam się w jego usta. Po chwili byliśmy
 w drodze do sypialni.

***
Od dwóch godzin przygotowywałam się do dzisiejszego spotkania u Dafne. Na szczęście skończyłam przed umówioną godziną. Widok był olśniewający. Sukienka idealnie podkreślała moją figurę.
Zeszłam na dół. Draco był wyraźnie znudzony. Gdy mnie zobaczył, chyba zamarł z wrażenia. Chwyciłam go za rękę i teleportowaliśmy się prosto pod dom Dafne. Dopiero wtedy blondyn się odezwał:
- Wyglądasz cudnie jak zwykle- poczułam jego usta na moim karku. Uśmiechnęłam się pod nosem
 i zadzwoniłam do drzwi. Otworzył nam Nott.
- Cześć wam. Pięknie wyglądasz Miona. Wchodźcie- przepuścił nas w drzwiach i weszliśmy do środka. Draco dał mu butelkę z winem, a ja weszłam w głąb domu. Od razu zauważyłam, że w pomieszczeniach góruje czerń i biel. Urządzone było z niebywałą klasą. Widziałam tu kobiecą rękę.
- Hermi, Draco. Cieszę się, że jesteście- z jednego z pokoi wyłoniła się Dafne- Zapraszam do salonu- przy mnie pojawił się blondyn i razem weszliśmy do wskazanego miejsca. Tutaj też królowała czerń z bielą. Stały tutaj dwie czteroosobowe sofy i dwa fotele. Był to dość duży pokój. Najbardziej jednak podobało mi się wielkie czarno-białe oczywiście zdjęcia, przedstawiające gospodarzy. Widać, że bardzo się kochają. Tak jak ja i Malfoy.
- Cześć- powitała nas Pansy. Obok niej siedział... Dean?! Co on tutaj robił? I wtedy zrozumiałam. To z nim miała wtedy randkę. Jednak nie potrafiłam w to uwierzyć. Nigdy bym nie przypuszczała, że ona będzie chodziła z byłym Gryfonem. Oczywiście my przyjaźniłyśmy się, ale to zupełnie inna sprawa.
- Hey. O Dean- powiedziałam lekko zmieszana. Chłopak pomachał, a ja się lekko uśmiechnęłam. Na przeciwko nich siedział Diabełek z Ginny. Ja usiadłam obok Blaisa, a Dracze obok mnie.
-To może zrobimy tak, że my z dziewczynami sobie pogadamy, a wy sobie pójdziecie i się upijecie- zaproponowała lekko rozbawiona pani domu.
- Jestem za!- krzyknął uradowany Blaise, zrywając się z miejsca. To samo uczynił Draco.
- No to chodźcie ze mną- powiedział uradowany Teodor. Oboje ruszyli za nim. Tylko Dean pozostał na swoim miejscu. Wiedziałam, że czuł się nieco skrępowany.
- Ty też Thomas- odparł Zabini. Chłopak wstał i poszedł za nimi. Kiedy drzwi zamknęły się za nimi odparłam:
- Pansy no no. Nie spodziewałam się, że ty z Deanem. Jesteście już razem?
- Tak. Oj jest taki słodki- usłyszałam w odpowiedzi.
- Też kiedyś z nich chodziłam. On jest bardzo fajny- odparła Ruda.
- A ja go tam nie za bardzo znam. Ale przyznam, że z wyglądu całkiem całkiem- wtrąciła się Greengrass.
- Ty tylko zwracasz uwagę na wygląd Daf- stwierdziła Czarna. Razem z Ginny parsknęłyśmy śmiechem.
- Parkinson ty też widzisz tyko czy ktoś jest ładny, czy brzydki. Nie pamiętasz jak ciągle w klubie oceniałaś facetów- odgryzła się blondynka ( Dafne zmieniła kolor na dość jasny blond xd).
- Pff. Nie gadaj tyle, tylko przynieś coś mocnego. Tylko nie Ognistą. Jakiegoś drinka.
- To chodź mi pomóc. Wiadomo, że ty jesteś najlepsza w tych sprawach- Pansy pokiwała twierdząco głową i chwilę potem obie dziewczyny zniknęły za drzwiami.
- Miona, jest coś o czym muszę ci powiedzieć.
- Co takiego?- spytałam zdziwiona. Ton głosu Ginn byl
- Była u mnie ostatnio Lav. W masakrycznym stanie, cała roztrzęsiona. Torturowano ją- byłam w szoku. Biedna Brown.
- Kto to zrobił?
- Astoria- jak oparzona zerwałam się z miejsca. Wiedziałam, że ona jest okropna, ale dlaczego torturowała Lavender. Nie mogłam w to uwierzyć. Opadłam bezsilnie na sofę.
- Ale... dlaczego?
- Nie wiem. Jest jeszcze coś co powinnaś wiedzieć- w tym momencie wróciły dziewczyny z tacą różnych drinków.
- Miona co się stało?- spytała Czarna. Spojrzałam na Rudą, a ta powiedziała im, to co mi. Na ich twarzach również malował się szok. Pierwsza odezwała się Dafne:
- Moja siostra powinna się leczyć! Jak ona mogła?! To straszne! Co się stało z Lav?
- Jest roztrzęsiona i w ciężkim stanie. Moja mama się nią zajmuje. Powiedziała jeszcze, że Astoria jej powiedziała, że to ona zabiła Rona. Kazała mu spowodować ten wypadek.
- CO?!- krzyknęłam. Teraz to byłam zdenerwowana, ale również trochę przygnębiona. Wzięłam drinka
i wypiłam za jednym zamachem. Jednak to nie pomogło mi się uspokoić. Nagle coś do mnie dotarło.
- Co jeśli ja będę następna?- zapytałam.
- Nawet tak nie mów. Jakoś ją powstrzymamy. Nie pozwolimy cię skrzywdzić- odparła Daf.
- Dzięki dziewczyny. To co przestajemy o tym myśleć, chociaż na chwilę?
- Tak!- krzyknęła Pans. Po chwili z głośników popłynęła muzyka. Wzięłam kolejnego drinka i upiłam z niego łyk. Dziewczyny zrobiły to samo.
- Hermi co tam u Pottera? Dalej jest z tą Chang?
- Tak. U niego chyba wszystko dobrze. Ale już nie jest tak jak w szkole. Oddaliliśmy się do siebie. Tak samo, jak nie istnieje Złota Trójca- odparłam i się zaśmiałam. Starałam się dobrze bawić, jednak wiedziałam, że po tym co usłyszałam będzie ciężko.
- Dafne, gdzie jest łazienka?- spytałam, po chwili.
- Jak wyjdziesz, to pierwsze drzwi po prawej.
- Ok dzięki- wyszłam z salonu. Zauważyłam coś dziwnego. Na podłodze poukładane były jakieś krzyże. Prowadziły prosto do ogrodu. Wcześniej ich tu nie było. Trochę się przeraziłam. Natychmiast wróciłam do dziewczyn.
- Chodźcie! Musicie coś zobaczyć!- krzyknęłam. Wszystkie wstały i poszły za mną. Krzyże nadal tam były.
- Co to jest? Przecież nigdy tego nie było. Może to jakiś żart chłopaków?
- Nie sądzę Daf. Chodźmy do nich- odparła Pasny. Byłyśmy bardzo przerażone. Weszłyśmy do pokoju, gdzie oni byli. Strach był jeszcze większy, kiedy okazało się, że oni spokojnie sobie tam siedzą.
- Widzę, że ktoś się za nami stęsknił- odparł Blaise.
- Chodźcie musimy wam coś pokazać!- krzyknęła Dafne. Każda z nas nie panowała nad strachem. Zeszłyśmy na dół i czekaliśmy na nich. Stanęłyśmy przy tym krzyżu. Był on czerwony i namalowany nawet nie chcę wiedzieć czym.
- No to, co jest takiego ważnego, żeby przerywać naszą małą imprezę?- spytał Diabełek. Jednak kiedy zobaczył, to co było na podłodze, mina mu zrzedła.
- Dafne kochanie, co to jest?- spytał Nott, po czym objął swoją dziewczynę.
- Nie wiem. Mam złe przeczucia- odparła blondynka i wtuliła się w niego.
- Te krzyże prowadzą do ogrodu, tak?- zapytał Blaise.
- No tak.
- To chodźmy tam- już miał wyjść z domu, jednak Ginny go zatrzymała.
- Nie idź tam!
- Spokojnie kochanie. Przecież nic mi się nie stanie. Poza tym Smok i Nott idą ze mną prawda? I jeszcze Dean.
- Jasne- odparł blondyn. Spojrzałam na niego ze strachem w oczach. Uśmiechnął się do mnie i całą czwórką wyszli z domu. Usiadłam na schodach i ukryłam twarz w dłoniach. Miałam dziwne wrażenie, że to ma jakiś związek z Astorią. Właśnie. A co jeśli...
- Draco- szepnęłam i wbiegłam do salonu. Wyciągnęła z torebki różdżkę i biegiem ruszyłam do ogrodu. Trochę trudno się biega w szpilkach, ale całkiem nieźle mi szło. Wszędzie otaczała mnie ciemność. Rozglądałam się w poszukiwaniu znaków, jednak ich nie było.
- Miona, co ty wyprawiasz?- usłyszałam za sobą głos Pansy. Nagle ją zobaczyłam. Na jej twarzy malował się złowieszczy uśmiech. Wiedziałam, że to ona za tym stoi.
- Astoria!- z domu wyszła Dafne razem z Ginny. Zapaliło się światło i teraz wszystkie doskonale ją widziałyśmy. Wyglądała tak, jak ją zapamiętałam. Dalej była blondynką, jednak skróciła włosy do ramion. Miała na sobie dość obcisły strój. Spojrzałam na nią ze współczuciem.
- Witaj Granger! Na pewno niecierpliwiłaś się na to spotkanie co? Ah powinno cię spotkać, coś gorszego, niż tą całą Brown- właściwie nie wiem, dlaczego nie rzuciłam na nią żadnego zaklęcia. Nie powinnam się bać. W końcu byłam w Gryffindorze.
- Drętwota!- krzyknęłam. Jej ciało opadło na ziemię. To powinien być koniec tych cierpień i zmartwień.
- Co z nią teraz zrobimy?- spytała Daf.
- Sądzę, że powinni ją zabrać aurorzy- odparła Pas i wyczarowała pergamin oraz pióro.
- Dobry pomysł- stwierdziła Ginny i razem z Czarną zabrały się za pisanie listu.
- Wybacz Miona. Ona, ja nie wiem, co się z nią dzieje.
- Nie masz za co. A tak właściwie to gdzie są chłopaki- właśnie w tej chwili cała czwórka pojawiła się
 w ogrodzie.
- Ładną nam ochronę zapewniliście- stwierdziła blondynka, po czym przytuliła się do Notta. Ja również chwilę potem spoczęłam w ramionach Draco. Na jego twarzy malował się szok i ulga.
- Przepraszam- szepnął mi do ucha.
- Nie masz za co.
- Zaraz przybędą tutaj aurorzy- odparła Pasny.
- Miona, Malfoy. Może wracajcie już do domu? My sobie tu poradzimy. Przyda ci się chwila odpoczynku- powiedziała Greengrass. Przytaknęłam głową i po chwili żegnałam się z każdym. Bez wątpienia to był dzień pełen wrażeń. Z uśmiechem na ustach teleportowaliśmy się do naszego domu.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział ostatni przed moim wyjazdem. Jadę w poniedziałek, a wracam 22. Ale dodam jeszcze miniaturkę. Zauważyłam, że szablon się nie wyświetla. Złożyłam już zamówienie i niedługo pojawi się nowy xd
 Podoba wam się zestaw? Sama zrobiłam. Po raz pierwszy hehe xd
Chcecie, żebym wprowadzała więcej opisów pomieszczeń w innych domach, albo gdzieś?
Dedykuje rozdział JulceKulce ♥ Heh odmieniłam :D W dniu, nw których urodzin Wszystkiego naaaaaaajlepszego. Zdrowia, szczęścia, pomyślności i wszystkiegooo co tam chcesz :D ♥ Dziękuję za miłe słowa ^^
I jeszcze dedykacja dla Paulinki ♥ Ona dopiero wchodzi w ten świat ♥ Kokardkowo-tymbarkowe love :*

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 25

Skoczyłam. Z parapetu prosto do pokoju. Stanęłam na podłodze i trochę się zachwiałam, ale zdążyłam utrzymać równowagę. Łzy dalej spływały mi po policzkach. Od razu skierowałam się na łóżko i zaczęłam płakać.
- Eee Miona...- spojrzałam w stronę drzwi. Stała w nich Ginny, ubrana cała na czarno. Wiedziałam co to oznacza.
- Ginn!- usiadłam na łóżku, a ona obok mnie. Widziałam smutek w jej oczach.
- Wiem już wszystko. Jak on mógł- po policzkach spłynęła jej łza. Przytuliłam się do niej.
- Dlaczego on?! Co ja takiego zrobiłam, że zabrali mi go ?!
- Hermi o kim ty mówisz?- spytała zdziwiona.
- O Draco, a o kim?- i zaczęłam jeszcze głośniej płakać. Cały czas patrzyłam na rudą, która się uśmiechnęła.
- Głupia. Przecież on żyje. Nawet go dzisiaj wypisują. Jemu praktycznie nic nie było. Twardy jest. Razem
z Blaisem powinni to zaraz przyjść- spojrzałam na nią z nadzieją. Mówiła prawdę. Od razu zaczęłam się śmiać z mojej głupoty.
- Idiotka ze mnie.
- Nie zaprzeczę. A tak właściwie to co ty robiłaś na tym parapecie?- zapytała.
- Chciałam się zabić- i wybuchłam jeszcze głośniejszym śmiechem. Na początku ruda byłą trochę zdziwiona, ale jak do niej to dotarło to śmiałą się razem ze mną- A tak właściwie, to kto umarł?- Ginny posmutniała.
- Ron...- odparła. Dla mnie to był szok. Jasne zranił mnie, ale nie życzyłam mu źle. Przypomniało mi się co mówiły dzisiaj rano uzdrowicielki o tej dziewczynie. Astoria.
- Tak mi przykro. Eee Ginny, co z Astorią? Ona też tam była.
- Co? Ale jej tu nie ma.
- Wiem, że jej tu nie ma. Ona zniknęła.
- Ale jak to?- wzruszyłam tylko ramionami. Nagle drzwi się otworzyły i do środka wszedł Blaise razem
 z Draco.
- Mionka, jak dobrze, że się już obudziłaś.  Jak się czujesz?- podszedł do mnie, ucałował mnie w policzek, po czym usiadł obok swojej dziewczyny.
- Dobrze, dzięki- już miałam wstać z miejsca, jednak blondyn usiadł obok mnie.
- Coś się stało?- spytał. Usiadłam mu na kolanach i wtuliłam się w niego. Nie chciałam o tym mówić, wiec spojrzałam na Ginny. Zrozumiała o co mi chodzi, bo po chwili powiedziała:
- Hermi myślała, że to ty umarłeś. Próbowała się zabić- zrobiło mi się wstyd. Draco uniósł mój podbródek tak, że musiałam spojrzeć w jego oczy. Pokiwał tylko głową i musnął moje usta.
- I co chciałaś zrobić?- zapytał Diabełek, po czym dostał w ramię od rudej- No co? Chciałbym wiedzieć.
- Ja też- powiedział blondyn. Zaśmiałam się tylko i opowiedziałam im wszystko od podsłuchanej rozmowy.
-  Wspaniale skarbie, że nie wyobrażasz sobie życia beze mnie- odparł Smok i pocałował mnie w policzek.
- Ciekawe, co się stało z tą idiotką- dodał Blaise. W tym momencie do środka wszedł magomedyk.
- O widzę, że wstała już pani. I jak się pani czuje?- spytał podchodząc do mnie. Cała trójka postanowiła poczekać na chwilę na korytarzu. Poczekałam, aż zamkną się za nimi drzwi i odpowiedziałam:
- Świetnie. Kiedy będę mogła stąd wyjść?
- Pani obrażenia nie są duże. Uderzyła się pani tylko w głowę. Sądzę, że już jutro.
- To wspaniale.
- Głowa panią nie boli?
- Nie.
- To dobrze- odparł i wyszedł. Położyłam się na łóżku i czekałam, aż ktoś przyjdzie. W końcu do środka weszła Ginny.
- Hermi my już idziemy. Wpadniemy potem. Draco kazał ci przekazać, że za godzinę tu będzie, a na razie przyjdzie Pansy z Dafne.
- Ok- odpowiedziałam, po czym ruda wyszła. Znowu zostałam sama. Na szczęście zauważyłam na stoliku książkę i od razu wzięłam się do czytania. Jednak szybko ją odłożyłam, bo okazało się, że już ją czytałam. Nie chciałam myśleć o wypadku. Pamiętałam dużo, ale nie chciałam do tego wracać. Na szczęście nie musiałam, bo do środka weszła Pansy razem z Dafne.
- Mionka!- krzyknęły razem i rzuciły się na mnie. Chwilę potem się opanowały i usiadły obok mnie na łóżku.
- Jak się czujesz?- spytała pierwsza Czarna.
- Dobrze.
- My już wszystko wiemy. I widzicie? Spotkało go coś złego.
- Oj Pans przecież razem z Mioną wiemy, że nie chodziło ci o taką kare- stwierdziła Greengrass. Wybuchnęłam śmiechem.
- Pff. Ty nam lepiej powiedz co z twoją siostrą. Podobno zniknęła?
- No nie widziałam jej już od tego wypadku. Jakby zapadła się pod ziemię- teraz to już wszystkie się śmiałyśmy.
- Niech ona już nie wraca- powiedziałam, kiedy w końcu się opanowałyśmy.
- Właśnie. Mamy coś dla ciebie- odparła Parkinson i wyciągnęła z torebki ogromną czekoladę. Dała mi ją,
 a ja ją otworzyłam i zaczęłyśmy się zajadać tym pyszną słodkością.
- Kiedy cię wypisują?- zapytała Dafne.
- Może już jutro wyjdę.
- Och to wspaniale. Trzeba będzie zrobić imprezę!- krzyknęła Pans i zerwała się z miejsca- Na śmierć zapomniałam! Umówiłam się na randkę!
- Uuuu z kim?- spytałam.
- Eee powiem wam kiedy indziej. No to pa- i wyszła. Albo raczej wybiegła. Zdziwiona wpatrywałam się
w drzwi, za którymi zniknęła Czarna.
- Może znajdzie sobie kogoś na dłużej- stwierdziła Daf.
- Przydało by się. Ale nie wiem, ona nadaje się do związku.
- Jak Malfoy się nadaje, to ona też- popatrzyłyśmy się na siebie i ryknęłyśmy głośnym śmiechem. W takim stanie zastał nas Draco.
- No widzę, że wam tu jest bardzo wesoło.
- Oczywiście Smoku. My się tu dobrze dogadujemy- odparła Greengrass i pocałowała go w policzek. Po chwili do środka znowu ktoś wszedł. Okazało się, że był to Teodor Nott. Bardzo zmienił się od czasów Hogwartu. Zmężniał i wyprzystojniał. Nie dziwiłam się Daf, że z nim była.
- Cześć Granger. O Smok. Stary dawno się nie widzieliśmy.
- Cześć Nott. Tak rzeczywiście. Zaledwie dwa tygodnie temu.
- No to przecież strasznie długo. Jak się czujesz Hermiono?- spytał Nott.
- Dobrze- odparłam.
- To świetnie. Daf idziemy już?
- Jasne. To do zobaczenia wam. Miona, jak tylko wyjdziesz ze szpitala to skontaktuj się ze mną.
- Ok- odpowiedziałam. Dafne wzięła swojego chłopaka za rękę i razem wyszli z sali.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest- powiedział Draco siadając obok mnie. Wygrzebałam się z łóżka i usiadłam obok niego. Przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował- Dobrze, że się opamiętałaś dzisiaj.
- Czy możemy nie rozmawiać o tym wypadku i o mojej "próbie samobójczej"?
- Jasne. Możemy nawet pomilczeć- uśmiechnęłam się pod nosem. Uwielbiałam, jak był przy mnie. Wiedziałam, że jestem bezpieczna. Nie to co z Ronem. On był okropny. Od razu skarciłam się w myślach. Nie można przecież mówić źle o zmarłych.
- Kiedy jest jego pogrzeb?- spytałam.
- Chyba w piątek.
- A dzisiaj jest...
- Czwartek- odpowiedział.
- Chcę iść na ten pogrzeb- odparłam. Blondyna wcale nie zdziwiły moje słowa. Wręcz przeciwnie. Wiedział, że na pewno będę miała zamiar pójść.
- Dowiem się wszystkiego od Ginny i ci powiem.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. Jestem tylko ciekawy, dlaczego on to zrobił.
- Może to przez Astorię- stwierdziłam. Blondyn tylko wzruszył ramionami. Nie pytałam już o nic więcej. Siedzieliśmy w ciszy pogrążeni w swoich myślach. Próbowałam skupić się na czymś przyjemnym, ale ciągle myślałam tylko o Ronie. Przypomniały mi się czasy w Hogwarcie. Nasza trójka, która zwalczała zło. Już na zawsze będę o tym pamiętać. O nim też. Może w ogóle nie powinniśmy razem być? Kto wie, jak to by się potoczyło. Może nigdy nie byłabym z Draco? Tego nie wiedziałam. I nie chciałam się dowiedzieć.

***
Łzy same potoczyły mi się po policzkach. Widok twarzy przepełnionych żalem i smutkiem. Nie ukrywałam ich. Wszyscy byliśmy na cmentarzu i żegnaliśmy Rona. Widziałam zapłakaną twarz pani Weasley i dzielnie trzymającego się pana Weasleya, choć wiedziałam, że jemu też jest ciężko. Nieopodal stał George z żoną, Bill z Fleur, Charlie i Percy. Obok mnie stała Ginny z Blaisem. Jej też było ciężko i była cała zapłakana. Draco choć niechętnie, ale przyszedł razem ze mną. Cały czas trzymał mnie za rękę, żeby dodać mi otuchy. Zobaczyłam też Harry'ego z Cho. On też na mnie spojrzał. Uśmiechnęłam się do niego, a on również się uśmiechnął. Najbardziej żal mi było Lavender, która stała najbliżej grobu. To ona najbardziej płakała. Zresztą nie dziwiłam się jej. Ona zawsze go kochała. Nawet po tej jego zdradzie. Co chwilę się rozglądałam, czy nie przyszła Astoria. Nie wiedziałam jakbym zareagowała, jakbym ją zobaczyła. Ale sądziłam, że ona powinna tu być. W końcu przypuszczałam, że to ona jest odpowiedzialna za ten wypadek. Po chwili wszyscy zaczęli się rozchodzić. Pociągnęłam Draco w kierunku Harry'ego.
- Cześć Mionka.
- Hey Harry, Cho- powiedziałam i uścisnęłam każdego po kolei. 
- Malfoy.
- Potter- w ich głosach nie było pogardy ani czegoś podobnego. Odpuścili sobie.
- Hermiono, dlaczego on?- zapytał Wybraniec, a w jego głosie słyszałam smutek.
- Nie wiem Harry. Naprawdę nie wiem, czym się wtedy kierował- odparłam.
- Dobrze, że chociaż wam nic nie jest- dodała Cho. 
- Właśnie. Gdybym jeszcze ciebie stracił- powiedział Potter.
- Pójdę pogadać jeszcze z Lav. Draco idź do Blaisa i Ginny. Ja zaraz tam przyjdę. To do zobaczenia- odparłam i poszłam w stronę blondynki. Stała przy jego grobie i płakała. Nieśmiało do niej podeszłam. Stanęłam obok i wpatrywałam się w jego grób.
- Wiem, że jest ci ciężko- odparłam, po chwili milczenia.
- Jaa... Jaa... miałam mu wybaczyć...- powiedziała szlochając. Zrobiło mi się jej jeszcze bardziej żal. Nie wiedziałam co powiedzieć. Chciałam ją jakoś pocieszyć, ale nie wiedziałam jak. 
- Może chcesz się gdzieś przejść? Nie sądzę, że stanie tu jest dobrym pomysłem- odparłam po chwili milczenia.
- Wolę tu zostać. Mam nadzieje, że się nie gniewasz.
- Nie oczywiście, że nie. 
- Chciałabym pobyć sama.
- Jasne. Pójdę już. Do zobaczenia- powiedziałam i odeszłam. Kiedy byłam już blisko chłopaków i Ginny, obejrzałam się za siebie. Lavender już tam nie było, co mnie bardzo zdziwiło. 
- Ginny widziałaś gdzie poszła Lav?- spytałam, kiedy doszłam już do nich.
- Nie. Ale przecież przed chwilą z nią rozmawiałaś.
- No tak, ale teraz gdzieś poszła. A mówiła, że chce tam pobyć.
- Ciekawe, czy Greengrass przyszła- odparł Blaise. Wzruszyłam tylko ramionami i znów spojrzałam w tamtą stronę. Zauważyłam piękną białą, róże leżącą na wszystkich innych kwiatkach. Czyli jednak tu była...
- Chodźmy już stąd- powiedziałam.
- To co? Do naszej ulubionej kawiarni Diable?- spytał Draco
- Jasne Smoku- wszyscy złapaliśmy się za ręce i teleportowaliśmy się. 

***
Astoria

Patrzyłam na te wszystkie zapłakane twarze z obrzydzeniem. I kto by pomyślał, że tak wiele osób przyjdzie na pogrzeb tego idioty. Tak, to dzięki mnie on nie żyje. Za bardzo mnie wkurzał, więc kazałam mu spowodować ten wypadek. Szkoda, że tej szlamie się nic nie stało. Wtedy Draco byłby mój. Ale trudno, muszę go sobie odpuścić. Ale i tak zemszczę się na tej całej Granger. Niech sobie nie myśli, że jej daruje. Co to, to nie. Wyczarowałam białą róże. Niech ma ten debil. Wszyscy już sobie poszli. Została tylko ta wywłoka Brown. Już miała do niej podejść, jednak uprzedziła mnie ta szlama. Ugh... Ledwo się powstrzymałam przed rzuceniem Avady. Ale jej nie zabiłam. To by było za łatwe. Odczekałam, aż sobie pójdzie i podeszłam tam. Ta kretynka przyglądała się mi ze strachem. Położyłam róże na grobie 
i powiedziałam:
- Witaj Brown. Pamiętasz mnie ?
- Greengrass. Czego tu chcesz?
- Przyszłam się z nim pożegnać, tak jak ty. Może masz ochotę na mały spacer?
- Niee- ale ja jej nie słuchałam. Chwyciłam ją za włosy i teleportowałyśmy się do mojej "nowej posiadłości". Rzuciłam ją na podłogę.
- I co teraz powiesz głupia dziwko? Pewnie cię to zdziwi, ale to ja zabiłam twojego Ronusia!
-Jak mogłaś?!- krzyczała Brown. Zaśmiałam się tylko.
- Crucio!- rzuciłam na nią zaklęcie i z satysfakcją patrzyłam, jak zwija się z bólu- Krzycz przeklęta dziwko!
- Proszę... zostaw mnie- przerwałam zaklęcie. 
- Tym razem ci daruję. Ale nie martw się. Wkrótce znowu się zobaczymy- odparłam i kopnęłam ją w brzuch. Jeszcze raz chwyciłam ją za włosy i wyrzuciłam za drzwi. Potem z hukiem zamknęłam drzwi. Przywołałam do siebie butelkę Ognistej i pociągnęłam z gwinta. Wkurzyłam się na te wszystkie idiotki. Nawet moja siostra teraz taka była. Razem z Parkinson zadawały się z tą szlamą. Z całej siły rzuciłam butelką o ścianę. Chciałam się pociąć tymi kawałkami szkła, jednak zrezygnowałam z tego. Nie mogłam się tak oszpecić. Zamiast tego wyszłam na zewnątrz. Dziwka Brown już zniknęła. Ciekawe jak?! Nie sądziłam, że może być tak silna na teleportacje. Zresztą nie ważne. Rozejrzałam się dookoła. Byłam z dala od wszystkiego. Wszędzie rosły tylko drzewa. Wiedziałam, że tu nikt mnie nie znajdzie. No może tylko Brown może rozpoznać mój domek, ale ona jest zbyt głupia na to. Długo przechadzałam się od drzwi do płotu, aż 
w końcu zdecydowałam się udać do mojego rodzinnego domu. Teleportowałam się z trzaskiem.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Heh jest i nowy rozdział xd Taki może trochę nudnawy, ale wkrótce coś ciekawego wymyślę. Bardzo przepraszam wszystkie fanki Rona. Nie chciałam go zabić, ale tak jakoś samo wyszło. Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za to :D Napisałam nową miniaturkę o Blanny i tak postanowiłam, bo mało komentujecie, 
a wasza opinia jest dla mnie naprawdę ważna, że jak będzie 10 komentarzy to ją wstawię xd ♥ 

Informacje

Obserwatorzy