niedziela, 22 września 2013

Miniaturka.

Spacerowanie po Londynie w nocy nie było dobrym pomysłem. Zwłaszcza, jeśli nie miało się przy sobie różdżki. Właściwie nie miałam nic przy sobie. Za wyjątkiem kluczy. Nie potrzebowałam niczego innego, bo wracałam od Ginny i Blaisa. Tak są razem i są bardzo szczęśliwi. Mieszkam kilka ulic od nich więc mam do nich blisko. Stwierdziłam zatem:" Po co mi różdżka". Jednak teraz bardzo by mi się przydała. Bowiem weszłam w najniebezpieczniejszą cześć mojej trasy. Park w nocy był straszny. Drzewa stawały się upiorne, a małe światła nie dawały wcale oświetlenia. Nagle usłyszałam jakiś hałas. Odwróciłam się i zobaczyłam dwójkę facetów, zbliżających się w moją stronę. Byli ubrani w czarne dresy, co nie wróżyło nic dobrego. Zaczęłam iść coraz szybciej, jednak nie ułatwiały mi tego szpilki. Na moje nieszczęście zahaczyłam o coś i runęłam na ziemię. Podeszli do mnie.
- No proszę. Kogo my tu mamy. Niezła laska z ciebie. Co tu robisz sama?- spytał jeden z nich
 i kucnął koło mnie. Dotknął dłonią mojej twarzy, a ja natychmiast się od niego odsunęłam. Próbowałam wstać, ale popchnął mnie na ziemię.
- Co ty na to Joe, żeby się trochę zabawić?- powiedział ze złowieszczym uśmiechem.
- Jasne- odparł. Ruszyli na mnie oboje. Próbowałam się szarpać, krzyczeć, ale to nic nie dało. Byłam sama. Nikogo nie było w pobliżu, kto mógłby mi pomóc. Zacisnęłam mocno powieki. Łzy popłynęły mi po policzkach. Czekałam na najgorsze. Jednak nic się nie wydarzyło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam mężczyznę, który się z nimi szarpał. Nagle wyciągnął różdżkę i rzucił na nich Drętwotę. Po chwili oboje leżeli nieruchomo. Tajemniczy czarodziej podszedł do mnie.
- Nic ci się nie stało?- zapytał. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy. Doznałam szoku.
- Malfoy?!
- Granger?!- był również zaszokowany. Pewnie nie spodziewał się mnie. Zresztą na pewno tak było. Ja, pracownica Ministerstwa Magii chodząca po mieście w nocy bez różdżki. To było bardzo nieodpowiedzialne.
- Pewnie teraz żałujesz, że uratowałeś szlamę - prawie krzyknęłam. Rozpłakałam się. Spojrzał nam mnie swoimi pięknymi oczami. STOP! O czym ja myślę. Chwycił mnie w stalowym uścisku. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Już po wojnie zmieniły się moje stosunki do niego. Wiedziałam, że się zmienił. Niestety nie widziałam go od tamtego czasu.
- Nie mów tak Granger. Nie obchodzi mnie już czystość krwi. Nie mogę jednak zrozumieć, co robisz tutaj sama, bez różdżki- szepnął mi do ucha.
- Wracałam od Ginny i Blaisa i..- nie mogłam. Gdyby nie on. Łzy dalej leciały mi po policzkach.
- Nie płacz Granger. A teraz chodź- pociągnął mnie za sobą. Szliśmy w ciszy, aż w końcu dotarliśmy do mojego apartamentowca. Weszliśmy do środka. Nie wiedziałam, że on wie gdzie ja mieszkam. Jednak zatrzymał się przed innym mieszkaniem. Wyciągnął  klucze i otworzył drzwi, wpuszczając mnie do środka. Czy on mieszkał tam gdzie ja ?! Od kiedy?!
- Ty tu mieszkasz?- zapytałam wchodząc.
- Dopiero dzisiaj się wprowadziłem- powiedział. Mieszkanie było fantastycznie urządzone. Nic dziwnego. W końcu to Malfoy. Wszystko idealnie współgrało ze sobą. Salon był połączony
 z kuchnią. Czarne meble fantastycznie współgrały z zielono-srebrnymi dodatkami. Prawdziwy Ślizgon.
- Ładnie tu- powiedziałam bardziej do siebie, niż do niego.
- Dziękuję. Już ci lepiej ?
- Tak- usiadłam na sofie, a on obok mnie. Najpierw jednak przyniósł dwa kieliszki i wino. Jednej podał mi.
- Co robiłeś o tej godzinie w parku?- wypaliłam.
- Poszedłem na spacer. Jak widać dobrze zrobiłem- zawstydziłam się. Było mi strasznie głupio.
- Dziękuję.
- Nie ma za co- posłał mi bardzo szczery uśmiech. Nie sądziłam, że stać go na coś takiego. Rzeczywiście nie był tym samym Malfoy'em. Był zupełnie innym człowiekiem.
- Zmieniłeś się Malfoy- powiedziałam. Nie tylko z zachowania. Wygląd też uległ zmianie. Bardzo zmężniał. Stał się prawdziwym mężczyzną. Idealnym.
- Ty też Granger. Słyszałem, że pracujesz w Ministerstwie.
- Tak. A ty ?
- Mam swoją firmę. Bardzo dobrze prosperującą.
- Widać- odparłam.
- Jesteś jeszcze z Weasley'em?- wypalił nagle. Zaszokował mnie. Myślałam, że zna odpowiedź.
- Nie wyszło nam. Teraz jestem sama. A ty ? Parkinson czy Greengrass?
- Żadna. Tak jak ty jestem sam- nie wiem dlaczego, ale ucieszyłam się z tego powodu. Od razu stałam się jakaś  taka weselsza. Blondyn chyba to zauważył, bo uśmiechnął się pod nosem. Dopiłam moje wino i odstawiłam kieliszek.
- Będę się już zbierać. Nie będę ci dłużej na głowie siedzieć.
- Mi to wcale nie przeszkadza. Możesz siedzieć ile chcesz- zaśmiałam się, jednak wstałam
 i skierowałam się do wyjścia. Poszedł za mną. Odwróciłam się kiedy byłam już przy drzwiach. Stał za mną, co spowodowało, że na niego wpadłam. Spojrzałam w jego stalowe oczy i powiedziałam:
- Do zobaczenia- nachylił się nade mną i szepnął mi do ucha:
- Mam nadzieję, że to szybko nastąpi- zamarłam. Nie spodziewałam się tego. A zwłaszcza, że potem pocałował mnie w policzek. Zszokowana wyszłam z jego mieszkania.

***
Czytanie książki w parku jest moim ulubionym zajęciem. Zawsze siadam na mojej ulubionej ławce
i wgłębiam się w lekturę. Tak było i dziś. Już od jakiejś godziny czytałam bardzo ciekawy kryminał. Nie mogłam się od niego oderwać. Dopiero, kiedy poczułam, że obok mnie ktoś usiadł oderwałam głowę i spojrzałam w stronę przybysza.
- Nie wiedziałem, że lubisz kryminały Granger.
- Jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz Malfoy- odpowiedziałam.
- To muszę się dowiedzieć - uśmiechnął się tajemniczo i wyrwał mi książkę z ręki. Wywróciłam teatralnie oczami i próbowałam odzyskać moją własność.
- Oddam ci ją, jeśli zjesz ze mną kolacje- spojrzałam na niego zdziwiona, ale się zgodziłam- To o 18 u mnie- powiedział i odszedł z moją książką. Nie pozostało mi nic innego, tylko iść do domu. Po drodze spotkałam jednak Diabełka.
- Cześć Mionka. Dawno się nie widzieliśmy.
- Zaledwie wczoraj- pokazałam mu język- Co tak sam chodzisz? Gdzie masz Ginny?
- Pojechała do rodziców, a ja idę do Draco. Kupił sobie mieszkanie w tym samym bloku, co ty.
- Wiem- odpowiedziałam bardziej do siebie.
- Jak to wiesz?
- Dłuższa historia. To chodźmy razem, bo ja i tak idę już do domu- ruszyliśmy w stronę mojego apartamentowca.
- Pasowałabyś do Smoka- wypalił nagle. Lekko się uśmiechnęłam- Powinnaś się za niego brać- teraz to wybuchnęłam śmiechem- Nie wiem z czego się tak śmiejesz- powiedział i również zaczął się śmiać. W końcu dotarliśmy, więc pożegnałam się z Diabełkiem i poszłam do siebie. Zostały mi trzy godziny na przygotowanie się.

***
Ostanie poprawki i byłam gotowa. Ubrałam piękną, czarną sukienkę . Do tego założyłam czerwone dodatki. Włosy wyprostowałam i zostawiłam rozpuszczone. Ogólnie wyglądałam bardzo ładnie.
 O 17:50 stanęłam przed jego drzwiami. Zapukałam. Otworzył mi po chwili.
- Jestem- odpowiedziałam.
- Wyglądasz pięknie- powiedział i wpuścił mnie do środka. Zobaczyłam pięknie zastawiony stół, a na nim pełno smakołyków. Wskazał mi ręką gdzie mam usiąść, po czym odsunął mi krzesło.
- Smacznego- odparł i zabraliśmy się do jedzenia. To było pyszne. Nie sądziłam, że on może tak genialnie gotować.
- To jest wspaniałe- stwierdziłam.
- Wiem o tym.
- Skromny to ty nie jesteś- pokazałam mu język.
- Masz ochotę na wino?- spytał po chwili. Kiwnęłam twierdząco głową. Przenieśliśmy się na sofę. Wzięłam kieliszek od niego i upiłam łyk.
- To oddasz mi tą książkę?
- Oddam. W swoim czasie. Teraz sobie porozmawiamy- delikatnie się uśmiechnęłam.
- Malfoy, to dziwne, że się aż tak zmieniłeś- wypaliłam nagle.
- No widzisz- odpowiedział.
- Ludzie się nie zmieniają od tak.
- Cuda się zdarzają
- Cudem jest chyba to, że ty żony nie masz. No chyba, że masz.
- Nie, nie mam. Nie mam nawet dziewczyny. 
- Dziwne.
- Niby czemu?
- No bo wyglądasz tak- odpowiedziałam, na co on tylko się zaśmiał.
- Nie chcę jakiejś głupiej blondynki. Wolę mądrą brunetkę.
- Tylko gdzie ty taką znajdziesz?
- Hmm. Pewnie jest bliżej, niż myślę.
- Na pewno- nie wiedzieć czemu, poczułam dziwne ukłucie w środku . Miał kogoś na oku. I to na pewno nie byłam ja.  STOP! Czy mi się podoba Malfoy? Jest przystojny i taki słodki. Zmienił się. Uratował mnie. Nie to nie może być prawda. Nie mogłam się w nim zakochać w ciągu jednego dnia. Ale przecież już wcześniej mi się podobał. Cholera.
- O czym ty tak myślisz?- ocknęłam się i spojrzałam na niego. Nawet nie wiedziałam kiedy usiadł koło mnie. Siedzieliśmy teraz stykając się ramionami. Przeszedł mnie dziwny dreszcz.
- A o niczym szczególnym- odpowiedziałam. Nie mogłam mu przecież powiedzieć, że chyba się
w nim zakochałam.
- Ty dalej jesteś z Rudzielcem?
- Jakbym dalej z nim była, to pewnie by mnie tu nie było- powiedziałam zgodnie z prawdą- Nigdy nie byłam z nim szczęśliwa. Nie pasowaliśmy do siebie- zauważyłam, że się uśmiechnął. Nie wiedziałam co to oznaczało.
- Lepiej się już czujesz?
- Tak. Dziękuję za pomoc.
- Nie ma za co- odpowiedział, po czym położył rękę na moim udzie. Nie odsunęłam się. Spojrzałam w jego piękne oczy. Zobaczyłam w nich troskę i... Miłość? Zaczął się do mnie zbliżać. Poczułam jego oddech na moim karku.
- Jesteś taka piękna- szepnął mi do ucha. Odwróciłam głowę w jego stronę i nasze usta wreszcie się spotkały. Przyjemne ciepło rozeszło się po moim ciele. Całowaliśmy się bardzo namiętnie. Draco wziął mnie na ręce i przeniósł do sypialni, zamykając przy tym z trzaskiem drzwi.
 
***
Ten sam park, ta sama ławka. Tylko 5 lat później. Po raz kolejny czytałam tą samą książkę, kiedy mała Rose bawiła się liśćmi. Uwielbiała to robić. Odłożyłam na chwilę powieść i spojrzałam na moją córeczkę. Była bardzo podobna do swojego ojca. Piękne, długie, blond włosy i stalowe oczy. Po prostu skóra z niego zdjęta. Miała 5 latek, ale była bardzo mądra, jak na swój wiek. Rozpierała mnie duma, kiedy na nią patrzyłam.
- Tatuś!- krzyknęła i pobiegła do niego. Wziął ją na ręce i usiadł koło mnie na ławce.
- Co tam moja księżniczko?
- Dobze. Idę bukiecik zlobić- zeskoczyła z jego kolan i zajęła się sobą.
- Cześć kochanie- pocałował mnie w policzek.
- Jak było w pracy?- spytałam.
- Wszystko dobrze. Tęskniłem.
- Ja też- po chwili nasze usta złączyły się w pocałunku.
- Fuu- nagle spadł na nas ogrom liści. To była Rose, która teraz biegała wokół ławki i łapała liście.
- Może wrócimy już do domu?- spytałam. Draco kiwnął głową, po czym wstał i wziął małą na ręce.
- No księżniczko. Wracamy już.
- Dobze- złapał mnie za rękę i razem skierowaliśmy się do domu. Byłam szczęśliwa. I pomyśleć, że to wszystko przez tragiczną noc...
 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nareszcie skończyłam :) Przepraszam, że tak długo i że to nie jest rozdział :D Wybaczcie. Dodaje ją w ten szczególny dzień. 22 wrzesień. Urodziny Toma Feltona ♥ ♥ Także dedykuję ją jemu, choć nigdy jej nie przeczyta oraz Oli *_* Kooocham was ♥

czwartek, 5 września 2013

Rozdział 27

Tydzień później...

- Pora zacząć kolejny spokojny dzień- powiedziałam wchodząc do mojego biura, w którym była już Katie. Teraz wszystko było idealnie.  Nie było już żadnej Astorii, która  mogła mnie zniszczyć. Usiadłam za biurkiem i zajęłam się pracą.  Jednak nie było mi to dane, bo po chwili drzwi się otworzyły i do środka weszła zapłakana Pansy. Oderwałam się od papierów, których nawet nie zdążyłam przeglądnąć i zapytałam:
- Co się stało?
- Mój klub...- wydukała i ponownie wybuchnęła płaczem.
- Co z nim ?
- Jego już nie ma. Ktoś go podpalił!- krzyknęła po chwili. Spojrzałam na nią z współczuciem. Jej małe królestwo spłonęło. To nie mogła być prawda.
- Kiedy to się stało ?
- Dzisiaj rano. Nie wiadomo, kto to zrobił.
- Kochanie nie uwierzysz, czego się właśnie dowiedziałem!- do środka wpadł Draco cały
w skowronkach. Lecz kiedy zobaczył Pansy przestał się uśmiechać- Co się stało?
- KLUB MI SPALILI!- wrzasnęła i po raz kolejny zalała się łzami.
- Kto ?! Zabije sukinsyna!
- Nie wiadomo- odparłam trzeźwo. Było mi strasznie żal Czarnej- Co takiego miałeś mi do powiedzenia- zwróciłam się do blondyna, zanim zaczęli by planować, jak znaleźć podpalacza, albo coś w tym stylu.
- Zostałem Ministrem Magii- odpowiedział, jakby nigdy nic. Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. Czy na pewno się nie przesłyszałam?
- CO ?! Naprawdę ?
- Tak. Shacklebolt mi przed chwilą powiedział, że rezygnuje. Ponoć wszyscy na mnie głosowali, więc od jutra jestem Ministrem.
- To gratuluje- powiedziała Parkinson. Przez chwilę byłam w szoku, ale w końcu się ocknęłam
i stanęłam obok niego. On przyciągnął mnie do siebie, a ja wpiłam się w jego usta. Trwaliśmy tak trochę, a potem oderwaliśmy się od siebie.
- Ja już pójdę. Muszę spotkać się z Deanem- i teleportowała się.
- Szkoda tego klubu.
- Na pewno szybko się odbuduje. Nie zapominajcie kim jesteśmy- do rozmowy wtrąciła się Katie. Zupełnie zapomniałam, że jest ona razem z nimi. Wzruszyłam ramionami i ponownie usiadłam za biurkiem. Blondyn rzucił tylko do zobaczenia i wyszedł. Zaczęłam wypełniać papiery.

***
Do domu wróciliśmy późnym wieczorem. Wcześniej spotkaliśmy się jeszcze z Dafne i Teo, aby przedyskutować sprawę Pansy. Postanowiliśmy jakoś jej pomóc. Byliśmy jeszcze pod klubem. Wyglądał strasznie. Wszystko było spalone. To była robota czarodzieja. Na pewno. Ale Czarna nie miała, żadnych wrogów. Chyba. Zdecydowanie za dużo wrażeń, jak na jeden dzień. Ledwo usiadłam na sofie, a już rozległ się dzwonek do drzwi. Draco poszedł się kąpać, więc sama poszłam otworzyć. Okazało się, że to Ginny z Blaisem.
- Wy też macie jakieś kolejne wieści?- spytałam, wpuszczając ich do środka.
- Tak - popatrzyłam na nią zrezygnowana i udałam się do salonu. Para ruszyła za mną. Wyczarowałam butelkę Oginstej którą rozlałam do trzech szklanek i byłam gotowa na wszystko.
- Jestem w ciąży- odparła Ruda.  Akurat wtedy napiłam się, a więc ta informacja spowodowała, że wszystko wyplułam.
- CO?- krzyknęłam. Tego się nie spodziewałam. Tak samo, jak oni nie sądzili, że tak zareaguje. Szybko się oprzytomniałam i dodałam:- Jak fajnie. Gratuluje. Nie sądziłam, że tak szybko wam pójdzie- wszyscy się roześmiali.
- Uwierz, mi też trudno w to uwierzyć, ale stało się- odparł Diabełek.
- Co się stało?- do środka wszedł Smok. Usiadł koło mnie i wypił moją Ognistą, której w końcu nie dopiłam.
- Ginny jest w ciąży- odpowiedziałam. Na początku był w szoku, ale potem szok ustąpił miejsce zadowoleniu.
- To świetnie. Gratulacje. Słyszeliście o klubie Pansy ?
- Tak. To straszne- powiedziała Ruda.
- Powinniśmy coś zrobić! Może użyjemy czarów ?- zaproponował Blaise.
- No i jak to będzie wyglądało? Przecież to nie jest czarodziejska dzielnica. Tak nagle spalony budynek będzie odnowiony?
- W sumie masz rację Mionuś.
- Rany Blaise. Obiecałam rodzicom, że do nich wpadniemy teraz- Ginny aż poderwała się z miejsca. Zabini jednak niechętnie się podniósł.
- To do zobaczenia- odparła Weasley i razem z Diabełkiem się teleportowali.
- Tego się nie spodziewałem.
- No ja też nie. Chyba pójdę się położyć. Za dużo wrażeń- odparłam i poszłam na górę. Od razu rzuciłam się na łóżko, nie ściągając nawet butów. Dzisiejszy dzień był pełen niespodzianek. Ginny
w ciąży! To dopiero szok. Może wydawać się to innym za szybko, ale jak dla mnie nie ma to znaczenia. Oczywiście mogli jeszcze trochę poczekać, ale teraz już nic nie da się zrobić. Wpadli. Najgorszą informacją dzisiejszego dnia była wiadomość o klubie Czarnej.  Wcale bym się nie zdziwiła, jakby teraz znowu coś się wydarzyło. I oczywiście wszystko musiałam wykrakać, bo po chwili do pokoju wszedł Draco z "miłą" wiadomością.
- Pansy przyszła. Jest w jeszcze gorszym stanie niż rano- i wyszedł. Niechętnie zwlekłam się z łóżka
i poszłam na dół. Rzeczywiście Parkinson była jeszcze bardziej zapłakana.
- Co się stało?- spytałam siadając blondynowi na kolanach.
- Wiem kto to zrobił !- zawyła.
- KTO?!- krzyknęłam równocześnie ze Smokiem.
- To był Dean!- zamarłam. Nie mogłam w to uwierzyć. Jak on to mógł zrobić własnej dziewczynie. Widziałam, jak Draco zaciskał pięści. Musiałam zapanować nad jego gniewem.
- Ale jak to ? Opowiedz wszystko od początku.
- Przyszedł do mnie i powiedział, że razem z kolegami wczoraj przyszedł pod mój klub i oni go podpalili. Ponoć dużo wypili. On twierdzi, że nie podpalał tylko tam był. Ale mógł ich powstrzymać !- powiedziała, raczej opanowana. Już nie płakała. Na pewno była zdenerwowana, ale nie dała po sobie tego poznać.
- To okropne. Ale powiedział chociaż kto był z nim?
- Nie!- krzyknęła. Wzięła pozostawioną przeze mnie szklankę i cisnęła ją o ścianę. Rozbiła się na miliony kawałków. A wraz z nią Czarna. Po jej policzkach popłynęły kolejne łzy. Podeszłam do niej
i ją przytuliłam.
- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze.
- Wcale, że nie. Straciłam dzisiaj i klub i chłopaka!- kolejna szklanka poszła w ruch.
- Może zostaniesz dzisiaj u nas na noc?- spytał Draco.
- Nie chcę wam przeszkadzać.
- Daj spokój. Zostajesz i koniec- odparłam stanowczo. Po raz pierwszy na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Mogłabym iść się już położyć ?
- Oczywiście. Chodź zaprowadzę cię- powiedział blondyn. Po chwili zniknęli na piętrze. Szczerze miałam dość tego dnia. Wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało. Trzeba zawiadomić o tym Dafne. Jednak nie miałam już na to siły. Jedyne na co miałam ochotę to iść spać. I skończyć w końcu ten głupi dzień.
- Zasnęła.
- To dobrze. Może my też pójdziemy?- on tylko pokiwał twierdząco głową i poszliśmy na górę . Przebrałam się w moją sweet piżamkę i od razu wskoczyłam do łóżka.
- To dobranoc- pocałowałam go w policzek i zasnęłam...
 
***
Obudził mnie głośny krzyk. Od razu zerwałam się z łóżka, zabierając ze sobą różdżkę i pobiegłam w stronę dochodzących dźwięków. Nie myliłam się. Szybko weszłam do pokoju Pansy. Biedna była cała spocona i krzyczała:
- NIE!- usiadłam przy łóżku i próbowałam ją obudzić. Po jakiejś minucie mi się udało.
- Co się stało?- spytała zdezorientowana.
- Coś ci się strasznego śniło. Przyszłam sprawdzić, czy wszystko ok.
- Tak już dobrze.
- Masz ochotę czegoś się napić ?
- Tak- wyczarowałam dwa kieliszki i butelkę wina. Nalałam do obu i podałam jej jeden.
- Uda się wszystko odbudować prawda?- zapytała nagle.
- Oczywiście. Będzie dobrze- odparłam. Zapadła krępująca cisza. Wiedziałam, że nad czymś się zastanawia. Nie chciałam jej przerywać. W końcu się odezwała:
- Co ja mam zrobić z Deanem ?- tego pytania się spodziewałam.
- Ja nie wiem Pans. Jeśli chcesz mu wybaczyć, to...
- Nie- przerwała mi- Ja nie powinnam chyba.
- Rób co uważasz. Ale pamiętaj, że cokolwiek postanowisz stanę za tobą murem.
- Dzięki- uśmiechnęłam się lekko.
- To ja już pójdę. Dobranoc- i wyszłam. Wróciłam do sypialni. Draco jednak nie spał. Weszłam do łóżka i wtuliłam się w jego nagi tors.
- Wszystko w porządku?- spytał.
- Tak. Już ok- odparłam. Miałam nadzieję, że już nic mnie nie obudzi. Z takim życzeniem zasnęłam.
 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam ! Brak weny po obozie :c Ale mnie olśniło i macie rozdział pełny niespodzianek. Wiem pewnie za dużo tego wszystkiego, ale no :D musiałam. Wybaczcie ♥ Postaram się dodać jak najszybciej kolejny, ale wiecie szkoła się zaczęła, a ja w 3 g i podwójna nauka :c Rozdział dedykuje Julci za pomoc ♥

niedziela, 11 sierpnia 2013

Miniaturka

Moje życie to jedna wielka porażka uczuciowa. Już od dwóch lat jestem sama. Po wojnie przestałam być
 z Harrym. On został aurorem. Wciągnął się w wir pracy, a ja miałam dość jego ciągłego spóźniania się
 i odeszłam. Nawet nie próbował mnie zatrzymywać. Ale dość o nim. No to może zacznę od początku. Jestem Ginny Weasley. Po skończeniu szkoły zostałam projektantką. Mam już swój własny sklep, w którym sprzedaje moje wszystkie projekty. Jest on bardzo popularny. Często organizuje również pokazy, w których chodzą najsłynniejsze modelki. Jestem bardzo dumna z tego co osiągnęłam. Teraz jestem w trakcie tworzenia nowej kolekcji. Mam nadzieję, że będzie równie dobra jak poprzednie. Także czytajcie uważnie moją opowieść.

***
Stałam pod drzwiami i lekko zapukałam. Niechętnie zgodziłam się na to co wymyśliła Hermiona, ale nie miałam innego wyjścia i musiałam stawić się na tą randkę. Powiedziała, że znalazła mi chłopaka. Byłam pełna obaw. 
- Cześć Ginny! Wchodź!- powiedziała brunetka wpuszczając mnie do środka. Musiałam przyznać, że uwielbiałam do niej przychodzić. Jej dom był zniewalający. Ale nic dziwnego. W końcu była bardzo dobrym magomedykiem, a jej mąż był dyrektorem banku Gringotta (dość dziwna historia z tym bankiem, ale to może wam opowiem innym razem). Właśnie o tym wam nie powiedziałam. Po wojnie u Miony wszystko zmieniło się o 180 stopni. Zerwała ona z Ronem i podjęła pracę w św. Mungu. Pewnego razu zajmowała się pacjentem, którym okazał się Draco Malfoy. Zapomniała o dawnych urazach i pomogła mu. Nie tylko dlatego, że musiała. Ale to nieistotne.  On w rewanżu zaprosił ją na kolacje. Od tego czasu minęła trzy lata. Rok temu wzięli ślub, a już niebawem będą szczęśliwymi rodzicami. 
- Rozgość się. Napijesz się czegoś?- zapytała, kiedy usiadłam na fotelu w salonie.
- Bardzo chętnie. Może być kawa.
- Ok już przyniosę- i wyszła. Uśmiechnęłam się pod nosem. Uwielbiałam przebywać w tym pokoju. Było tu pełno zdjęć Malfoyów. Oboje są na nich tacy szczęśliwi. Zawsze zazdrościłam Hermi takiego chłopaka, jak Draco. On zawsze miał dla niej czas, choć oboje pracowali na dość odpowiedzialnych stanowiskach. Nigdy u nich nie zdarzyło się tak, że blondyn wpadł w wir pracy. Nigdy.
- O cześć Ruda- do pokoju wszedł Smok. Jak zawsze wyglądał zabójczo. Niebieska koszula i jeansy. To było to. Jego strój idealnie współgrał ze strojem Miony, która miała na sobie błękitną sukienkę mojego projektu.
- Cześć fretko- odpowiedziałam i pokazałam mu język. 
- Nie będę tego komentował. Widzę, że moja kochana żonka w końcu cię namówiła. Mam nadzieję, że nie będziesz na nas zła. 
- O co?- spytałam. W tym momencie do salonu weszła brunetka razem z ... ZABINIM!- A on co tu robi?!- aż poderwałam się z miejsca. Nie trawiłam jego towarzystwa od czasu, kiedy prawie zniszczył cały mój pokaz. Owszem był przystojny, ale strasznie denerwujący.
- Ginusiu myślałaś, że pozwolę im umówić cię z jakimś frajerem? Masz mnie! 
- Miona powiedz, że on żartuje!
- Wybacz Ginny. Diabełkowi bardzo zależało. Trudno było odmówić. Pasujecie do  siebie i...- nie mogłam tego słuchać. Wzięłam torebkę i ruszyłam do wyjścia. Jednak na drodze stanął mi Blaise. 
- Tylko jedna kolacja. Proszę cię. Draco z Mionka też tu będą- spojrzałam na nich. Pokiwali  twierdząco głowami. Odpuściłam.
- Niech będzie - odparłam zrezygnowana. 
- To super. Siadajcie do stołu. Zaraz podam- odparła Hermiona i poszła do kuchni.
- To ja jej pomogę- dodał Draco i zniknął za swoją żoną. Zostałam sama razem z tym matołem, który cały czas szczerzył się, jak głupi. 
- No to powiedz mi słońce, jak tam twoja nowa kolekcja. Będę mógł w końcu wystąpić w twoim pokazie ?
- Ile razy już ci mówiłam, że nie!- byłam coraz bardziej zdenerwowana. Jak on w ogóle śmiał o to pytać? Nie dość, że przez niego na ostatnim pokazie musiałam wyrzucić moją ulubioną sukienkę do kosza, to główna modelka odeszła, bo jej jakichś głupot naopowiadał.
- Dalej jesteś zła o tą sukienkę?
- Ja? Skądże- w moim głosie wyczuwalny był sarkazm.
- Ile razy mam cię przepraszać? To był wypadek.
- Tak tak. Z Victorią też?
- Z nią to jest już inna sprawa.
- Ależ oczywiście- odparłam. Na szczęście nie musiałam już kontynuować tej dyskusji, bowiem wróciła Miona razem z Draco. Przynieśli różne smakołyki, którymi po chwili się zajadaliśmy. Do tego jedno
z najlepszych win, które Malfoy tak uwielbiał. Sama Hermi pokazywała mi jego "kolekcję" i była wprost imponująca.
- Pyszne to było- powiedziałam, kończąc mój posiłek.
- Zgadzam się. Świetnie gotujesz Mionuś.
- Dzięki Blaise. Ale w tym jest też duża zasługa mojego męża- odparła brunetka. Zauważyłam, że razem
 z blondynem mają splecione ze sobą ręce. Uśmiechnęłam się w duchu na ten widok. Byli taką wspaniałą parą.
- Jasne jasne. On to na pewno tylko wodę w czajniku zagotował- Hermiona się zaśmiała, Draco tylko wywrócił oczami, a ja byłam oburzona. 
- Ty na pewno nie potrafisz nawet tego- odburknęłam i zamoczyłam moje usta w winie.
- A chcesz się przekonać, że potrafię dużo więcej?
- Oczywiście!- krzyknęłam. Być może zgodziłam się na kolejną randkę z tym bęcwałem, ale szczerze mnie to nie obchodziło. Spojrzałam na moją przyjaciółkę. W jednej chwili jakoś tak posmutniała. Pewnie
z naszego powodu. Postanowiłam trochę odpuścić.
- Ja może podam deser- odparła Hermiona i wstała z krzesła.
- Pomogę ci- powiedziałam. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Razem poszłyśmy do kuchni.
- Ginny ja wiem, że on może jest trochę denerwujący, ale tak naprawdę on jest wspaniałym facetem- nic nie powiedziałam. Spuściłam wzrok i wpatrywałam się w moje buty.
- Daj mu szansę- to były jej ostatnie słowa, zanim wyszła. Zostałam sama z myślami. Może rzeczywiście byłam dla niego za ostra. Powinnam chociaż dać mu szansę. Wróciłam do salonu.
- Ginnusiu, co ty tam tak długo robiłaś?- sztucznie się uśmiechnęłam. Na szczęście on tego nie zauważył, jednak Hermi posłała mi mrożące krew w żyłach spojrzenie.
- A no wiesz, musiałam eee- nie wiedziałam co wymyślić, ale w końcu odparłam:
- Ręce myłam.
- Aha. Rudzielcu mój kochany. Nie masz ochoty na spacer?- właściwie nie chciałam iść, ale się zgodziłam.
- Dobrze chodźmy- wstałam z miejsca, pożegnałam się z Malfoy'ami i wyszłam z ich domu. Długo nie kazał na siebie czekać i razem poszliśmy przed siebie. Byliśmy w czarodziejskiej dzielnicy Londynu, więc wszystko było tu magiczne.
- Dlaczego ty mnie tak nie lubisz?- usłyszałam tuż przy moim uchu.
- Ależ ja cię lubię- odparłam. Jednak to chyba go nie przekonało. Zdecydowałam się na coś, czego wcześniej bym nie zrobiła. Pocałowałam go w policzek. Od razu na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Już myślałem- ja również się uśmiechnęłam. Wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałam. On mnie pocałował! Odwzajemniłam pocałunek.  To było takie wyjątkowe. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Z Harrym nigdy tak nie było. W końcu się od siebie oderwaliśmy. Spojrzałam w jego oczy
i już wiedziałam, że to jej ten.
- Ginny, czy chcesz być moją...- nie dałam mu dokończyć, tylko wpiłam się w jego usta.
- Tak!- krzyknęłam. Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam go w stronę parku. Nagle poczułam kroplę wody na mojej ręce- Eee Blaise. Chyba zaczyna padać- stwierdziłam. I rzeczywiście, po chwili
z nieba lunął deszcz. Nie minęły nawet 3 minut, a my już byliśmy mokrzy. Idealna romantyczna scena. Chwilę potem poczułam jego usta na moich.
- Może już zejdźmy z tego deszczu?
- Dobrze- odparłam i teleportowaliśmy się. Stanęliśmy pod drzwiami jego domu. Diabełek otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Zabini miał przepiękne mieszkanie.   
- I jak ci się tu podoba?
- Pięknie tu. Mogę do toalety?- spytałam,rozglądając się za łazienką.
- Jasne. Tam jest- wskazał mi pierwsze z drzwi. Udałam się do nich. Weszłam  do środka, oświeciłam światło i wrzasnęłam:
- AAAAA!
- Co się stało?- w drzwiach stanął Blaise i również wrzasnął- Co ty tu robisz?!- w wannie leżała Astoria Greengrass, cała w pianie i płatkach róż. Wstrząsnęło mnie to. Nie czekając na nic wyszłam
z łazienki i skierowałam się do wyjścia.
- Ginny! To nie tak jak myślisz, kotku !- obejrzałam się za siebie i tylko trzasnęłam drzwiami. Nie wiedziałam co ona tam robiła, ale nie chciałam go słuchać. Teleportowałam się do mojego mieszkania.

     ***
- Ale jak to? Co ona tam robiła?- spytała Miona. Właśnie kończyłam przygotowania do mojego pokazu, który odbędzie się jutro.  Wszystkie kreacje były już gotowe.
- Nie wiem. Nie miałam ochoty go słuchać. A najgorsze jest to, że ja się w nim chyba zakochałam.
- Co?! Ale przecież ostatnio mówiłaś, że jest denerwujący.
- No wiem. On ciągle jest taki. Ale jest też uroczy i w ogóle- rozmarzyłam się trochę, ale szybko się otrząsnęłam.
- Wypytam się Draco, co mu Blaise mówił. Właśnie teraz siedzą razem w domu- wstrzymałam oddech. W jednej chwili mogłam wszystko wyjaśnić. Jednak się bałam. Co jeśli on woli Astorię?
- Ja już skończyłam. Mogłabym z tobą no wiesz.
- Jasne. Chcesz z nim pogadać- przytaknęłam głową. Wzięłam swoje rzeczy i teleportowałyśmy się pod ich dom. Serce zaczęło mi bić mocniej. Weszłyśmy do środka. Od razu usłyszałyśmy głos Diabła:
- Stary, ona była tylko kolejną zabawką. Nic nie znaczyła.
- Ostatnio mówiłeś coś innego.
- Wiem co mówiłem. Ta randka była fajna, ale no. Ona jest idiotką- nie mogłam dalej tego słuchać. Wybiegłam z łzami w oczach z ich domu. Teleportowałam się z trzaskiem.

***
Blaise

- Idiotka z tej Greengrass. I jak ja mam teraz odzyskać Ginny?- od godziny rozmawiałem już ze Smokiem. Od tego dnia, kiedy była u mnie, nie widziałem jej. Próbowałem z nią pogadać, ale nie mogłem jej nigdzie złapać. Brakowało mi tego Rudzielca. 
- Nie wiem. Ale co z Astorią?
- Stary, ona była tylko kolejną zabawką. Nic nie znaczyła.
- Ostatnio mówiłeś coś innego.
- Wiem co mówiłem. Ta nasza ostatnia randka była fajna, ale no. Ona jest idiotką.
- I to jaką. Dobrze, że już sobie ją odpuściłeś.
- Ja jej nigdy nie chciałem- odparłem. W tej chwili zauważyłem Mionę. Była zawiedziona?
- O cześć Miona- powiedziałem.
- Jak było w pracy kochanie?- spytał Draco. Brunetka usiadła mu na kolanach.
- Wszystko w porządku. Właśnie byłam u Ginny- od razu serce zaczęło mi bić bardziej- Powiedziałam jej, że tu jesteś Blaise. Przed chwilą tu była, jednak usłyszała to czego nie powinna. Źle to zrozumiała- zamarłem. Przecież teraz to na pewno mi nie wybaczy. Ukryłem twarz w dłoniach. Wiedziałem, że szukanie jej nic nie da. I tak nie będzie chciała ze mną rozmawiać.
- Cholera!- krzyknąłem i zerwałem się z miejsca. Nagle w mojej głowie zaświtał plan- Zobaczymy się jutro na jej pokazie. Do zobaczenia- i szybko wybiegłem z ich domu.

***

Byłam strasznie zdenerwowana. Zaraz zaczynał się pokaz. Niby wszystko było przygotowane, modelki ubrane, ale zawsze coś może pójść nie tak. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam przepięknie w sukience mojego projektu. Nie chcę się tu przechwalać, ale jestem bardzo dobrą projektantką. Do tego idealnie dobrałam dodatki. 

- Zaczynamy!- krzyknęłam po chwili. Z głośników popłynęła muzyka i ruszyła pierwsza modelka. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem. Spojrzałam niezauważona na widownię. Draco z Mioną siedzieli na specjalnych miejscach w pierwszym rzędzie. Wyglądali tak słodko. Obok nich było jedno wolne krzesło. Specjalne dla Blaise'a.  Nie przyszedł. Czyli jednak to co mówił było prawdą! Łza spłynęła mi po policzku. Starałam się być silna. Nie mogłam się przecież rozmazać. To by był wielki wstyd. Ale przecież, ja się w nim zakochałam. Stop! Przecież on nazwał mnie idiotką. I byłam tylko jego zabawką ! Otrząsnęłam się 
i wróciłam do zajmowania się pokazem. Modelki świetnie sobie radziły. Widać, że są to profesjonalistki. Nawet nie wiem, kiedy to zleciało, ale już prawie był koniec. Dziewczyny już zaprezentowały wszystkie moje kreacje. Chyba się wszystkim spodobało. 
- Brawo dla projektantki Ginewry Weasley!- zrobiłam wdech i wydech i wyszłam na wybieg. Przeszłam do końca wpatrując się martwo w jeden punkt. Uleciała ze mnie wszelka radość. Jednak uśmiechnęłam się sztucznie. Popatrzyłam na Mionę, która patrzyła na mnie bardzo wesoła. Już miałam się odwrócić, kiedy nagle zgasły wszystkie światła. Nie wiedziałam co robić. Wszystko miało być idealnie, a tu nagle awaria prądu?! I wtedy oświetlony został tylko środek wybiegu. Odwróciłam się i zamarłam. Stał tam Blaise 
z ogromnym bukietem czerwonych róż. Do tego modelki miały na sobie koszulki, które układały się w napis Przepraszam ♥. On za to miał napisane "To nie było o tobie, tylko o Astorii". Łza spłynęła mi po policzku. Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego. Podbiegłam do niego, znaczy w szpilkach trudno się biega, ale dobra. I wpiłam się w jego usta. Rozległy się głośnie brawa. W tej chwili byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. 

I tak kończy się ta opowieść. Rok po tym Blaise mi się oświadczył. Ślub odbył się kilka miesięcy po oświadczynach. Była to magiczna chwila. Obecnie jesteśmy szczęśliwymi rodzicami jedenastoletniej Alice, który jest strasznie podobny do Diabełka. Wcielenie zła :) U Hermiony i Draco też wszystko układa się idealne. Mają synka Scorpiusa, która jest rok starszy od Al. I on też podał się do tatusia. Co do mnie, to dalej jestem projektantką. Tylko jestem jeszcze bardziej popularna :D 
Mam nadzieję, że moje życie będzie do końca takie szczęśliwe ...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miniaturka przed moim wyjazdem :D Wracam 22 :) Raczej nic nie dodam. Może jedzie ktoś z was na obóz tenisowy ? ♥

Dedykuję ją Olusii ♥ Kochana no twój ulubiony paring :D I Julce ♥ koochaaam wass xd

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 26

Pójście do pracy po tak długiej nieobecności, było męczarnią. Czekał na mnie stos papierów, które musiałam przeglądnąć i wypełnić. W biurze byłam sama, bo Katie poszła na przerwę. Ja niestety nie mogłam się nigdzie wyrwać, przez te durne papiery. Już od 5 godzin nad nimi siedzę. Została mi jeszcze połowa. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę- odparłam. Do środka weszła Dafne z dwoma kubkami kawy.
- Cześć, cześć, cześć. Słyszałam od Draco, że od rana tu już siedzisz, więc przyniosłam ci kawę- powiedziała i usiadła przed moim biurkiem. Od razu wzięłam od niej kawę i upiłam spory łyk.
- Dzięki. Tego było mi trzeba.
- Muszę ci coś powiedzieć- oderwałam wzrok z papierów i spojrzałam na nią- Astoria wczoraj była w domu.
- Rozmawiałaś z nią?- spytałam opanowana.
- Próbowałam, jednak ona mnie w ogóle nie słuchała. Przyszła i wyszła. Tylko coś mówiła, żebym trzymała się z daleka od ciebie, bo jeszcze mi się coś stanie. Miona ona coś kombinuje- kawa prawie wyleciała mi
 z ręki. Wiedziałam, że ona będzie chciała się mnie pozbyć, ale bez przesady.
- I co ja mam teraz zrobić?
- Musisz na siebie uważać. Rozmawiałam już z Draco. I uzgodniliśmy, że najlepiej będzie, jak zawsze ktoś przy tobie będzie- wypowiedziała to dość niepewnie. W środku cała się gotowałam. Jednak nie dałam po sobie tego poznać.
- Dobrze. Ale nie sądzisz, że to lekka przesada?
- Astoria jest nieobliczalna. Trzeba cię chronić.
- Niech będzie- odparłam i dopiłam moją kawę. Spojrzałam na zegarek. Zaraz kończyła się przerwa Katie.
- A właśnie. Chciałam cię zaprosić ciebie i Draco do nas w sobotę. Co ty na to ?
- Bardzo chętnie przyjdziemy.
- To świetnie. Czekam na was w sobotę. A i Mionka. Uważaj na siebie- powiedziała i wyszła. Wyrzuciłam kubek do kosza i zaczęłam znowu wypełniać papiery. Po 5 minutach wróciła Katie. Od razu wzięła się do roboty. Odkąd wypiłam tą kawę, wypełnianie papierów szło mi szybciej. Równo o 17 skończyłam. Moja asystentka wyszła dwie godziny temu, a ja zostałam sama. Pochowałam wszystko do szafek i czekałam na Draco. Wcześniej przyszedł do mnie i oznajmił, że sama nie mogę wyjść z Ministerstwa.
- Już jestem!- oznajmił blondyn, chodząc do środka- Idziemy?
- Jasne- odparłam i razem wyszliśmy. Tym razem użyliśmy kominków i już po chwili byliśmy
w domu. Zmęczona opadłam na sofę.
- Jesteś głodna?
- Tak i to bardzo- stwierdziłam. Jutro czekał mnie kolejny nudny dzień w pracy, ale za to pojutrze mam wolne- Wiesz, że w sobotę idziemy do Dafne?!- krzyknęłam, żeby usłyszał z kuchni.
- Oczywiście!
- Ona mieszka z Nottem?- spytałam. Nie wiedziałam, gdzie ona mieszka. W sumie to na razie mało o niej wiedziałam, ale dopiero się poznajemy.
- Chyba tak.
- To dobrze- weszłam do kuchni i przytuliłam się od do niego od tyłu- Wiesz jakoś straciłam chęć od jedzenie- mruknęłam mu do ucha. Odwrócił się, a ja wpiłam się w jego usta. Po chwili byliśmy
 w drodze do sypialni.

***
Od dwóch godzin przygotowywałam się do dzisiejszego spotkania u Dafne. Na szczęście skończyłam przed umówioną godziną. Widok był olśniewający. Sukienka idealnie podkreślała moją figurę.
Zeszłam na dół. Draco był wyraźnie znudzony. Gdy mnie zobaczył, chyba zamarł z wrażenia. Chwyciłam go za rękę i teleportowaliśmy się prosto pod dom Dafne. Dopiero wtedy blondyn się odezwał:
- Wyglądasz cudnie jak zwykle- poczułam jego usta na moim karku. Uśmiechnęłam się pod nosem
 i zadzwoniłam do drzwi. Otworzył nam Nott.
- Cześć wam. Pięknie wyglądasz Miona. Wchodźcie- przepuścił nas w drzwiach i weszliśmy do środka. Draco dał mu butelkę z winem, a ja weszłam w głąb domu. Od razu zauważyłam, że w pomieszczeniach góruje czerń i biel. Urządzone było z niebywałą klasą. Widziałam tu kobiecą rękę.
- Hermi, Draco. Cieszę się, że jesteście- z jednego z pokoi wyłoniła się Dafne- Zapraszam do salonu- przy mnie pojawił się blondyn i razem weszliśmy do wskazanego miejsca. Tutaj też królowała czerń z bielą. Stały tutaj dwie czteroosobowe sofy i dwa fotele. Był to dość duży pokój. Najbardziej jednak podobało mi się wielkie czarno-białe oczywiście zdjęcia, przedstawiające gospodarzy. Widać, że bardzo się kochają. Tak jak ja i Malfoy.
- Cześć- powitała nas Pansy. Obok niej siedział... Dean?! Co on tutaj robił? I wtedy zrozumiałam. To z nim miała wtedy randkę. Jednak nie potrafiłam w to uwierzyć. Nigdy bym nie przypuszczała, że ona będzie chodziła z byłym Gryfonem. Oczywiście my przyjaźniłyśmy się, ale to zupełnie inna sprawa.
- Hey. O Dean- powiedziałam lekko zmieszana. Chłopak pomachał, a ja się lekko uśmiechnęłam. Na przeciwko nich siedział Diabełek z Ginny. Ja usiadłam obok Blaisa, a Dracze obok mnie.
-To może zrobimy tak, że my z dziewczynami sobie pogadamy, a wy sobie pójdziecie i się upijecie- zaproponowała lekko rozbawiona pani domu.
- Jestem za!- krzyknął uradowany Blaise, zrywając się z miejsca. To samo uczynił Draco.
- No to chodźcie ze mną- powiedział uradowany Teodor. Oboje ruszyli za nim. Tylko Dean pozostał na swoim miejscu. Wiedziałam, że czuł się nieco skrępowany.
- Ty też Thomas- odparł Zabini. Chłopak wstał i poszedł za nimi. Kiedy drzwi zamknęły się za nimi odparłam:
- Pansy no no. Nie spodziewałam się, że ty z Deanem. Jesteście już razem?
- Tak. Oj jest taki słodki- usłyszałam w odpowiedzi.
- Też kiedyś z nich chodziłam. On jest bardzo fajny- odparła Ruda.
- A ja go tam nie za bardzo znam. Ale przyznam, że z wyglądu całkiem całkiem- wtrąciła się Greengrass.
- Ty tylko zwracasz uwagę na wygląd Daf- stwierdziła Czarna. Razem z Ginny parsknęłyśmy śmiechem.
- Parkinson ty też widzisz tyko czy ktoś jest ładny, czy brzydki. Nie pamiętasz jak ciągle w klubie oceniałaś facetów- odgryzła się blondynka ( Dafne zmieniła kolor na dość jasny blond xd).
- Pff. Nie gadaj tyle, tylko przynieś coś mocnego. Tylko nie Ognistą. Jakiegoś drinka.
- To chodź mi pomóc. Wiadomo, że ty jesteś najlepsza w tych sprawach- Pansy pokiwała twierdząco głową i chwilę potem obie dziewczyny zniknęły za drzwiami.
- Miona, jest coś o czym muszę ci powiedzieć.
- Co takiego?- spytałam zdziwiona. Ton głosu Ginn byl
- Była u mnie ostatnio Lav. W masakrycznym stanie, cała roztrzęsiona. Torturowano ją- byłam w szoku. Biedna Brown.
- Kto to zrobił?
- Astoria- jak oparzona zerwałam się z miejsca. Wiedziałam, że ona jest okropna, ale dlaczego torturowała Lavender. Nie mogłam w to uwierzyć. Opadłam bezsilnie na sofę.
- Ale... dlaczego?
- Nie wiem. Jest jeszcze coś co powinnaś wiedzieć- w tym momencie wróciły dziewczyny z tacą różnych drinków.
- Miona co się stało?- spytała Czarna. Spojrzałam na Rudą, a ta powiedziała im, to co mi. Na ich twarzach również malował się szok. Pierwsza odezwała się Dafne:
- Moja siostra powinna się leczyć! Jak ona mogła?! To straszne! Co się stało z Lav?
- Jest roztrzęsiona i w ciężkim stanie. Moja mama się nią zajmuje. Powiedziała jeszcze, że Astoria jej powiedziała, że to ona zabiła Rona. Kazała mu spowodować ten wypadek.
- CO?!- krzyknęłam. Teraz to byłam zdenerwowana, ale również trochę przygnębiona. Wzięłam drinka
i wypiłam za jednym zamachem. Jednak to nie pomogło mi się uspokoić. Nagle coś do mnie dotarło.
- Co jeśli ja będę następna?- zapytałam.
- Nawet tak nie mów. Jakoś ją powstrzymamy. Nie pozwolimy cię skrzywdzić- odparła Daf.
- Dzięki dziewczyny. To co przestajemy o tym myśleć, chociaż na chwilę?
- Tak!- krzyknęła Pans. Po chwili z głośników popłynęła muzyka. Wzięłam kolejnego drinka i upiłam z niego łyk. Dziewczyny zrobiły to samo.
- Hermi co tam u Pottera? Dalej jest z tą Chang?
- Tak. U niego chyba wszystko dobrze. Ale już nie jest tak jak w szkole. Oddaliliśmy się do siebie. Tak samo, jak nie istnieje Złota Trójca- odparłam i się zaśmiałam. Starałam się dobrze bawić, jednak wiedziałam, że po tym co usłyszałam będzie ciężko.
- Dafne, gdzie jest łazienka?- spytałam, po chwili.
- Jak wyjdziesz, to pierwsze drzwi po prawej.
- Ok dzięki- wyszłam z salonu. Zauważyłam coś dziwnego. Na podłodze poukładane były jakieś krzyże. Prowadziły prosto do ogrodu. Wcześniej ich tu nie było. Trochę się przeraziłam. Natychmiast wróciłam do dziewczyn.
- Chodźcie! Musicie coś zobaczyć!- krzyknęłam. Wszystkie wstały i poszły za mną. Krzyże nadal tam były.
- Co to jest? Przecież nigdy tego nie było. Może to jakiś żart chłopaków?
- Nie sądzę Daf. Chodźmy do nich- odparła Pasny. Byłyśmy bardzo przerażone. Weszłyśmy do pokoju, gdzie oni byli. Strach był jeszcze większy, kiedy okazało się, że oni spokojnie sobie tam siedzą.
- Widzę, że ktoś się za nami stęsknił- odparł Blaise.
- Chodźcie musimy wam coś pokazać!- krzyknęła Dafne. Każda z nas nie panowała nad strachem. Zeszłyśmy na dół i czekaliśmy na nich. Stanęłyśmy przy tym krzyżu. Był on czerwony i namalowany nawet nie chcę wiedzieć czym.
- No to, co jest takiego ważnego, żeby przerywać naszą małą imprezę?- spytał Diabełek. Jednak kiedy zobaczył, to co było na podłodze, mina mu zrzedła.
- Dafne kochanie, co to jest?- spytał Nott, po czym objął swoją dziewczynę.
- Nie wiem. Mam złe przeczucia- odparła blondynka i wtuliła się w niego.
- Te krzyże prowadzą do ogrodu, tak?- zapytał Blaise.
- No tak.
- To chodźmy tam- już miał wyjść z domu, jednak Ginny go zatrzymała.
- Nie idź tam!
- Spokojnie kochanie. Przecież nic mi się nie stanie. Poza tym Smok i Nott idą ze mną prawda? I jeszcze Dean.
- Jasne- odparł blondyn. Spojrzałam na niego ze strachem w oczach. Uśmiechnął się do mnie i całą czwórką wyszli z domu. Usiadłam na schodach i ukryłam twarz w dłoniach. Miałam dziwne wrażenie, że to ma jakiś związek z Astorią. Właśnie. A co jeśli...
- Draco- szepnęłam i wbiegłam do salonu. Wyciągnęła z torebki różdżkę i biegiem ruszyłam do ogrodu. Trochę trudno się biega w szpilkach, ale całkiem nieźle mi szło. Wszędzie otaczała mnie ciemność. Rozglądałam się w poszukiwaniu znaków, jednak ich nie było.
- Miona, co ty wyprawiasz?- usłyszałam za sobą głos Pansy. Nagle ją zobaczyłam. Na jej twarzy malował się złowieszczy uśmiech. Wiedziałam, że to ona za tym stoi.
- Astoria!- z domu wyszła Dafne razem z Ginny. Zapaliło się światło i teraz wszystkie doskonale ją widziałyśmy. Wyglądała tak, jak ją zapamiętałam. Dalej była blondynką, jednak skróciła włosy do ramion. Miała na sobie dość obcisły strój. Spojrzałam na nią ze współczuciem.
- Witaj Granger! Na pewno niecierpliwiłaś się na to spotkanie co? Ah powinno cię spotkać, coś gorszego, niż tą całą Brown- właściwie nie wiem, dlaczego nie rzuciłam na nią żadnego zaklęcia. Nie powinnam się bać. W końcu byłam w Gryffindorze.
- Drętwota!- krzyknęłam. Jej ciało opadło na ziemię. To powinien być koniec tych cierpień i zmartwień.
- Co z nią teraz zrobimy?- spytała Daf.
- Sądzę, że powinni ją zabrać aurorzy- odparła Pas i wyczarowała pergamin oraz pióro.
- Dobry pomysł- stwierdziła Ginny i razem z Czarną zabrały się za pisanie listu.
- Wybacz Miona. Ona, ja nie wiem, co się z nią dzieje.
- Nie masz za co. A tak właściwie to gdzie są chłopaki- właśnie w tej chwili cała czwórka pojawiła się
 w ogrodzie.
- Ładną nam ochronę zapewniliście- stwierdziła blondynka, po czym przytuliła się do Notta. Ja również chwilę potem spoczęłam w ramionach Draco. Na jego twarzy malował się szok i ulga.
- Przepraszam- szepnął mi do ucha.
- Nie masz za co.
- Zaraz przybędą tutaj aurorzy- odparła Pasny.
- Miona, Malfoy. Może wracajcie już do domu? My sobie tu poradzimy. Przyda ci się chwila odpoczynku- powiedziała Greengrass. Przytaknęłam głową i po chwili żegnałam się z każdym. Bez wątpienia to był dzień pełen wrażeń. Z uśmiechem na ustach teleportowaliśmy się do naszego domu.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział ostatni przed moim wyjazdem. Jadę w poniedziałek, a wracam 22. Ale dodam jeszcze miniaturkę. Zauważyłam, że szablon się nie wyświetla. Złożyłam już zamówienie i niedługo pojawi się nowy xd
 Podoba wam się zestaw? Sama zrobiłam. Po raz pierwszy hehe xd
Chcecie, żebym wprowadzała więcej opisów pomieszczeń w innych domach, albo gdzieś?
Dedykuje rozdział JulceKulce ♥ Heh odmieniłam :D W dniu, nw których urodzin Wszystkiego naaaaaaajlepszego. Zdrowia, szczęścia, pomyślności i wszystkiegooo co tam chcesz :D ♥ Dziękuję za miłe słowa ^^
I jeszcze dedykacja dla Paulinki ♥ Ona dopiero wchodzi w ten świat ♥ Kokardkowo-tymbarkowe love :*

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 25

Skoczyłam. Z parapetu prosto do pokoju. Stanęłam na podłodze i trochę się zachwiałam, ale zdążyłam utrzymać równowagę. Łzy dalej spływały mi po policzkach. Od razu skierowałam się na łóżko i zaczęłam płakać.
- Eee Miona...- spojrzałam w stronę drzwi. Stała w nich Ginny, ubrana cała na czarno. Wiedziałam co to oznacza.
- Ginn!- usiadłam na łóżku, a ona obok mnie. Widziałam smutek w jej oczach.
- Wiem już wszystko. Jak on mógł- po policzkach spłynęła jej łza. Przytuliłam się do niej.
- Dlaczego on?! Co ja takiego zrobiłam, że zabrali mi go ?!
- Hermi o kim ty mówisz?- spytała zdziwiona.
- O Draco, a o kim?- i zaczęłam jeszcze głośniej płakać. Cały czas patrzyłam na rudą, która się uśmiechnęła.
- Głupia. Przecież on żyje. Nawet go dzisiaj wypisują. Jemu praktycznie nic nie było. Twardy jest. Razem
z Blaisem powinni to zaraz przyjść- spojrzałam na nią z nadzieją. Mówiła prawdę. Od razu zaczęłam się śmiać z mojej głupoty.
- Idiotka ze mnie.
- Nie zaprzeczę. A tak właściwie to co ty robiłaś na tym parapecie?- zapytała.
- Chciałam się zabić- i wybuchłam jeszcze głośniejszym śmiechem. Na początku ruda byłą trochę zdziwiona, ale jak do niej to dotarło to śmiałą się razem ze mną- A tak właściwie, to kto umarł?- Ginny posmutniała.
- Ron...- odparła. Dla mnie to był szok. Jasne zranił mnie, ale nie życzyłam mu źle. Przypomniało mi się co mówiły dzisiaj rano uzdrowicielki o tej dziewczynie. Astoria.
- Tak mi przykro. Eee Ginny, co z Astorią? Ona też tam była.
- Co? Ale jej tu nie ma.
- Wiem, że jej tu nie ma. Ona zniknęła.
- Ale jak to?- wzruszyłam tylko ramionami. Nagle drzwi się otworzyły i do środka wszedł Blaise razem
 z Draco.
- Mionka, jak dobrze, że się już obudziłaś.  Jak się czujesz?- podszedł do mnie, ucałował mnie w policzek, po czym usiadł obok swojej dziewczyny.
- Dobrze, dzięki- już miałam wstać z miejsca, jednak blondyn usiadł obok mnie.
- Coś się stało?- spytał. Usiadłam mu na kolanach i wtuliłam się w niego. Nie chciałam o tym mówić, wiec spojrzałam na Ginny. Zrozumiała o co mi chodzi, bo po chwili powiedziała:
- Hermi myślała, że to ty umarłeś. Próbowała się zabić- zrobiło mi się wstyd. Draco uniósł mój podbródek tak, że musiałam spojrzeć w jego oczy. Pokiwał tylko głową i musnął moje usta.
- I co chciałaś zrobić?- zapytał Diabełek, po czym dostał w ramię od rudej- No co? Chciałbym wiedzieć.
- Ja też- powiedział blondyn. Zaśmiałam się tylko i opowiedziałam im wszystko od podsłuchanej rozmowy.
-  Wspaniale skarbie, że nie wyobrażasz sobie życia beze mnie- odparł Smok i pocałował mnie w policzek.
- Ciekawe, co się stało z tą idiotką- dodał Blaise. W tym momencie do środka wszedł magomedyk.
- O widzę, że wstała już pani. I jak się pani czuje?- spytał podchodząc do mnie. Cała trójka postanowiła poczekać na chwilę na korytarzu. Poczekałam, aż zamkną się za nimi drzwi i odpowiedziałam:
- Świetnie. Kiedy będę mogła stąd wyjść?
- Pani obrażenia nie są duże. Uderzyła się pani tylko w głowę. Sądzę, że już jutro.
- To wspaniale.
- Głowa panią nie boli?
- Nie.
- To dobrze- odparł i wyszedł. Położyłam się na łóżku i czekałam, aż ktoś przyjdzie. W końcu do środka weszła Ginny.
- Hermi my już idziemy. Wpadniemy potem. Draco kazał ci przekazać, że za godzinę tu będzie, a na razie przyjdzie Pansy z Dafne.
- Ok- odpowiedziałam, po czym ruda wyszła. Znowu zostałam sama. Na szczęście zauważyłam na stoliku książkę i od razu wzięłam się do czytania. Jednak szybko ją odłożyłam, bo okazało się, że już ją czytałam. Nie chciałam myśleć o wypadku. Pamiętałam dużo, ale nie chciałam do tego wracać. Na szczęście nie musiałam, bo do środka weszła Pansy razem z Dafne.
- Mionka!- krzyknęły razem i rzuciły się na mnie. Chwilę potem się opanowały i usiadły obok mnie na łóżku.
- Jak się czujesz?- spytała pierwsza Czarna.
- Dobrze.
- My już wszystko wiemy. I widzicie? Spotkało go coś złego.
- Oj Pans przecież razem z Mioną wiemy, że nie chodziło ci o taką kare- stwierdziła Greengrass. Wybuchnęłam śmiechem.
- Pff. Ty nam lepiej powiedz co z twoją siostrą. Podobno zniknęła?
- No nie widziałam jej już od tego wypadku. Jakby zapadła się pod ziemię- teraz to już wszystkie się śmiałyśmy.
- Niech ona już nie wraca- powiedziałam, kiedy w końcu się opanowałyśmy.
- Właśnie. Mamy coś dla ciebie- odparła Parkinson i wyciągnęła z torebki ogromną czekoladę. Dała mi ją,
 a ja ją otworzyłam i zaczęłyśmy się zajadać tym pyszną słodkością.
- Kiedy cię wypisują?- zapytała Dafne.
- Może już jutro wyjdę.
- Och to wspaniale. Trzeba będzie zrobić imprezę!- krzyknęła Pans i zerwała się z miejsca- Na śmierć zapomniałam! Umówiłam się na randkę!
- Uuuu z kim?- spytałam.
- Eee powiem wam kiedy indziej. No to pa- i wyszła. Albo raczej wybiegła. Zdziwiona wpatrywałam się
w drzwi, za którymi zniknęła Czarna.
- Może znajdzie sobie kogoś na dłużej- stwierdziła Daf.
- Przydało by się. Ale nie wiem, ona nadaje się do związku.
- Jak Malfoy się nadaje, to ona też- popatrzyłyśmy się na siebie i ryknęłyśmy głośnym śmiechem. W takim stanie zastał nas Draco.
- No widzę, że wam tu jest bardzo wesoło.
- Oczywiście Smoku. My się tu dobrze dogadujemy- odparła Greengrass i pocałowała go w policzek. Po chwili do środka znowu ktoś wszedł. Okazało się, że był to Teodor Nott. Bardzo zmienił się od czasów Hogwartu. Zmężniał i wyprzystojniał. Nie dziwiłam się Daf, że z nim była.
- Cześć Granger. O Smok. Stary dawno się nie widzieliśmy.
- Cześć Nott. Tak rzeczywiście. Zaledwie dwa tygodnie temu.
- No to przecież strasznie długo. Jak się czujesz Hermiono?- spytał Nott.
- Dobrze- odparłam.
- To świetnie. Daf idziemy już?
- Jasne. To do zobaczenia wam. Miona, jak tylko wyjdziesz ze szpitala to skontaktuj się ze mną.
- Ok- odpowiedziałam. Dafne wzięła swojego chłopaka za rękę i razem wyszli z sali.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest- powiedział Draco siadając obok mnie. Wygrzebałam się z łóżka i usiadłam obok niego. Przyciągnął mnie do siebie i czule pocałował- Dobrze, że się opamiętałaś dzisiaj.
- Czy możemy nie rozmawiać o tym wypadku i o mojej "próbie samobójczej"?
- Jasne. Możemy nawet pomilczeć- uśmiechnęłam się pod nosem. Uwielbiałam, jak był przy mnie. Wiedziałam, że jestem bezpieczna. Nie to co z Ronem. On był okropny. Od razu skarciłam się w myślach. Nie można przecież mówić źle o zmarłych.
- Kiedy jest jego pogrzeb?- spytałam.
- Chyba w piątek.
- A dzisiaj jest...
- Czwartek- odpowiedział.
- Chcę iść na ten pogrzeb- odparłam. Blondyna wcale nie zdziwiły moje słowa. Wręcz przeciwnie. Wiedział, że na pewno będę miała zamiar pójść.
- Dowiem się wszystkiego od Ginny i ci powiem.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. Jestem tylko ciekawy, dlaczego on to zrobił.
- Może to przez Astorię- stwierdziłam. Blondyn tylko wzruszył ramionami. Nie pytałam już o nic więcej. Siedzieliśmy w ciszy pogrążeni w swoich myślach. Próbowałam skupić się na czymś przyjemnym, ale ciągle myślałam tylko o Ronie. Przypomniały mi się czasy w Hogwarcie. Nasza trójka, która zwalczała zło. Już na zawsze będę o tym pamiętać. O nim też. Może w ogóle nie powinniśmy razem być? Kto wie, jak to by się potoczyło. Może nigdy nie byłabym z Draco? Tego nie wiedziałam. I nie chciałam się dowiedzieć.

***
Łzy same potoczyły mi się po policzkach. Widok twarzy przepełnionych żalem i smutkiem. Nie ukrywałam ich. Wszyscy byliśmy na cmentarzu i żegnaliśmy Rona. Widziałam zapłakaną twarz pani Weasley i dzielnie trzymającego się pana Weasleya, choć wiedziałam, że jemu też jest ciężko. Nieopodal stał George z żoną, Bill z Fleur, Charlie i Percy. Obok mnie stała Ginny z Blaisem. Jej też było ciężko i była cała zapłakana. Draco choć niechętnie, ale przyszedł razem ze mną. Cały czas trzymał mnie za rękę, żeby dodać mi otuchy. Zobaczyłam też Harry'ego z Cho. On też na mnie spojrzał. Uśmiechnęłam się do niego, a on również się uśmiechnął. Najbardziej żal mi było Lavender, która stała najbliżej grobu. To ona najbardziej płakała. Zresztą nie dziwiłam się jej. Ona zawsze go kochała. Nawet po tej jego zdradzie. Co chwilę się rozglądałam, czy nie przyszła Astoria. Nie wiedziałam jakbym zareagowała, jakbym ją zobaczyła. Ale sądziłam, że ona powinna tu być. W końcu przypuszczałam, że to ona jest odpowiedzialna za ten wypadek. Po chwili wszyscy zaczęli się rozchodzić. Pociągnęłam Draco w kierunku Harry'ego.
- Cześć Mionka.
- Hey Harry, Cho- powiedziałam i uścisnęłam każdego po kolei. 
- Malfoy.
- Potter- w ich głosach nie było pogardy ani czegoś podobnego. Odpuścili sobie.
- Hermiono, dlaczego on?- zapytał Wybraniec, a w jego głosie słyszałam smutek.
- Nie wiem Harry. Naprawdę nie wiem, czym się wtedy kierował- odparłam.
- Dobrze, że chociaż wam nic nie jest- dodała Cho. 
- Właśnie. Gdybym jeszcze ciebie stracił- powiedział Potter.
- Pójdę pogadać jeszcze z Lav. Draco idź do Blaisa i Ginny. Ja zaraz tam przyjdę. To do zobaczenia- odparłam i poszłam w stronę blondynki. Stała przy jego grobie i płakała. Nieśmiało do niej podeszłam. Stanęłam obok i wpatrywałam się w jego grób.
- Wiem, że jest ci ciężko- odparłam, po chwili milczenia.
- Jaa... Jaa... miałam mu wybaczyć...- powiedziała szlochając. Zrobiło mi się jej jeszcze bardziej żal. Nie wiedziałam co powiedzieć. Chciałam ją jakoś pocieszyć, ale nie wiedziałam jak. 
- Może chcesz się gdzieś przejść? Nie sądzę, że stanie tu jest dobrym pomysłem- odparłam po chwili milczenia.
- Wolę tu zostać. Mam nadzieje, że się nie gniewasz.
- Nie oczywiście, że nie. 
- Chciałabym pobyć sama.
- Jasne. Pójdę już. Do zobaczenia- powiedziałam i odeszłam. Kiedy byłam już blisko chłopaków i Ginny, obejrzałam się za siebie. Lavender już tam nie było, co mnie bardzo zdziwiło. 
- Ginny widziałaś gdzie poszła Lav?- spytałam, kiedy doszłam już do nich.
- Nie. Ale przecież przed chwilą z nią rozmawiałaś.
- No tak, ale teraz gdzieś poszła. A mówiła, że chce tam pobyć.
- Ciekawe, czy Greengrass przyszła- odparł Blaise. Wzruszyłam tylko ramionami i znów spojrzałam w tamtą stronę. Zauważyłam piękną białą, róże leżącą na wszystkich innych kwiatkach. Czyli jednak tu była...
- Chodźmy już stąd- powiedziałam.
- To co? Do naszej ulubionej kawiarni Diable?- spytał Draco
- Jasne Smoku- wszyscy złapaliśmy się za ręce i teleportowaliśmy się. 

***
Astoria

Patrzyłam na te wszystkie zapłakane twarze z obrzydzeniem. I kto by pomyślał, że tak wiele osób przyjdzie na pogrzeb tego idioty. Tak, to dzięki mnie on nie żyje. Za bardzo mnie wkurzał, więc kazałam mu spowodować ten wypadek. Szkoda, że tej szlamie się nic nie stało. Wtedy Draco byłby mój. Ale trudno, muszę go sobie odpuścić. Ale i tak zemszczę się na tej całej Granger. Niech sobie nie myśli, że jej daruje. Co to, to nie. Wyczarowałam białą róże. Niech ma ten debil. Wszyscy już sobie poszli. Została tylko ta wywłoka Brown. Już miała do niej podejść, jednak uprzedziła mnie ta szlama. Ugh... Ledwo się powstrzymałam przed rzuceniem Avady. Ale jej nie zabiłam. To by było za łatwe. Odczekałam, aż sobie pójdzie i podeszłam tam. Ta kretynka przyglądała się mi ze strachem. Położyłam róże na grobie 
i powiedziałam:
- Witaj Brown. Pamiętasz mnie ?
- Greengrass. Czego tu chcesz?
- Przyszłam się z nim pożegnać, tak jak ty. Może masz ochotę na mały spacer?
- Niee- ale ja jej nie słuchałam. Chwyciłam ją za włosy i teleportowałyśmy się do mojej "nowej posiadłości". Rzuciłam ją na podłogę.
- I co teraz powiesz głupia dziwko? Pewnie cię to zdziwi, ale to ja zabiłam twojego Ronusia!
-Jak mogłaś?!- krzyczała Brown. Zaśmiałam się tylko.
- Crucio!- rzuciłam na nią zaklęcie i z satysfakcją patrzyłam, jak zwija się z bólu- Krzycz przeklęta dziwko!
- Proszę... zostaw mnie- przerwałam zaklęcie. 
- Tym razem ci daruję. Ale nie martw się. Wkrótce znowu się zobaczymy- odparłam i kopnęłam ją w brzuch. Jeszcze raz chwyciłam ją za włosy i wyrzuciłam za drzwi. Potem z hukiem zamknęłam drzwi. Przywołałam do siebie butelkę Ognistej i pociągnęłam z gwinta. Wkurzyłam się na te wszystkie idiotki. Nawet moja siostra teraz taka była. Razem z Parkinson zadawały się z tą szlamą. Z całej siły rzuciłam butelką o ścianę. Chciałam się pociąć tymi kawałkami szkła, jednak zrezygnowałam z tego. Nie mogłam się tak oszpecić. Zamiast tego wyszłam na zewnątrz. Dziwka Brown już zniknęła. Ciekawe jak?! Nie sądziłam, że może być tak silna na teleportacje. Zresztą nie ważne. Rozejrzałam się dookoła. Byłam z dala od wszystkiego. Wszędzie rosły tylko drzewa. Wiedziałam, że tu nikt mnie nie znajdzie. No może tylko Brown może rozpoznać mój domek, ale ona jest zbyt głupia na to. Długo przechadzałam się od drzwi do płotu, aż 
w końcu zdecydowałam się udać do mojego rodzinnego domu. Teleportowałam się z trzaskiem.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Heh jest i nowy rozdział xd Taki może trochę nudnawy, ale wkrótce coś ciekawego wymyślę. Bardzo przepraszam wszystkie fanki Rona. Nie chciałam go zabić, ale tak jakoś samo wyszło. Mam nadzieję, że nie zabijecie mnie za to :D Napisałam nową miniaturkę o Blanny i tak postanowiłam, bo mało komentujecie, 
a wasza opinia jest dla mnie naprawdę ważna, że jak będzie 10 komentarzy to ją wstawię xd ♥ 

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 24

- Jaki?- zapytałam
- Trzeba jej znaleźć chłopaka- krzyknęła Dafne.
- Ciekawe kogo- powiedziała Pansy. Zaczęłam się zastanawiać nad tym pomysłem. W sumie nie był to taki zły pomysł.
- Wiem! Co powiecie na Rona!- zawołałam.
- Może i jest ona tępa, ale ma swoje wymagania. Rudzielca na pewno nie będzie chciała. Postaram się kogoś jej znaleźć- stwierdziła Dafne. W sumie to z Ronem był zły pomysł. Znaczy zły nie zły, ale na pewno ta wywłoka by się na niego nie zgodziła. Chociaż oboje byli siebie warci.
- Zawsze możemy spróbować- stwierdziła Pans.
- I niby co chcesz zrobić?-  spytałam
- No tego to ja nie wiem. Nie myślmy o tym na razie. Trzeba się wyluzować i zapomnieć o mojej głupiej siostrze.
- Masz rację- dodała Pansy- Co powiecie na coś mocniejszego?
- Ja dziękuję. Nie mam ochoty jakoś- stwierdziłam.
- A ja chętnie- tuż obok Dafne pojawiła się szklanka z Ognistą- No to teraz możemy pogadać o tym ślubie. Opowiadaj!- wywróciłam oczami i zaczęłam historię. Dziewczyny słuchały bardzo uważnie. Nie przerywały mi. Były bardzo zaszokowane.
- Biedna Lavender. Nigdy jej nie lubiłam, ale szkoda mi jej trochę. Chodź i tak jest dziwką (wybaczcie za wyrażenie )- pierwsza odezwała się Czarna.
- Ja za to uważam, że jej się to należało. Spotkała ją kara za wszystko. Teraz tylko Weasley musi ponieść konsekwencje swojego zachowania.
- Choć bardzo mnie zranił, to nie życzę mu źle- powiedziałam.
- A powinnaś- stwierdziła Pansy.
 -Dobra dziewczyny. Ja muszę iść do zobaczenia- odparła Greengrass i wyszła. Zostałam sama z Pansy.
- I co sądzisz o Dafne?- spytała Czarna.
- Fajna jest. Myślałam, że jest pusta i w ogóle, ale widać się myliłam.
- No. Tylko Astoria odziedziczyła geny po ich matce. Kiedyś ją poznałam. Nie widziałam nigdy kobiety tak pustej, jak ona. Na szczęście już jej nie ma.
- A ich ojciec?- spytałam. Szczerze mówiąc zaciekawiło mnie to.
- On był nawet w porządku. Kurcze. Mam ochotę na sex.
- Dobra. To ja ci może nie przeszkadzam- powiedziałam lekko zakłopotana.
- Ej nie wygłupiaj się. To może poczekać
- Nie spoko. I tak miałam się już zbierać. Pa- powiedziałam, pocałowałam ją jeszcze w policzek na pożegnanie i teleportowałam się.

***
- Ty idioto ! Po co w ogóle prosiłam cię o pomoc !
- Nie wiem! Przez ciebie straciłem narzeczoną!
- Jasne! Zwalaj winę na mnie!
- A żebyś wiedziała! W końcu to nie ja ciebie pocałowałem!
- Wypominaj mi jeszcze! Jak mogłam to zrobić?!
- Dobra skończmy to. I tak go nie odzyskasz. Nie lepiej znaleźć sobie kogoś innego?
- Na przykład ciebie?
- Tak. Dlaczego nie?
- ZAPOMIJ RUDZIELCU!
- Ale dlaczego!
- Bo jesteś rudy ! I brzydki, do tego głupi!
- Za to ty jesteś bardzo mądra!
- Odwołaj to !
- Ani mi się śni!
- Idiota z ciebie!
- Z ciebie też jest idiotka!
- Zamknij się już! Rusz się! Jedziemy !

***
Wróciłam do domu i od razu poszłam się położyć. Draco razem z Blaisem siedzieli w tym czasie w salonie. Postanowiłam więc trochę pomyśleć. Wątpiłam w to, że Astoria odpuści. Pamiętam ją jako głupią, wredną blondynkę. W dodatku Ślizgonkę. Nigdy jej nie lubiłam. Zresztą wtedy nikogo ze Slytherinu nie tolerowałam. 
- Co się dzieje?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Draco.
- Nic. Wszystko w porządku- odpowiedziałam. Blondyn położył się koło mnie, a ja się w niego wtuliłam. 
- Przecież widzę. 
- Co z Blaisem?- próbowałam zmienić temat. Nie miałam ochoty znów do tego wracać. 
- Poszedł. Znowu o tym myślisz?
- Draco proszę. Nie mówmy o tym. 
- Dobrze. Ale nie mogę patrzyć, jak się męczysz. Mam pomysł! Ubieraj się!- niechętnie zwlekłam się
 z łóżka. Wyciągnęłam z szafy pierwsze leprze ciuchy i ubrałam się w nie. Wyglądałam bardzo ładnie. Zresztą moja szafa byłą bardzo dobrze wyposażona i wszystkie moje ubrania były piękne.


- A dokąd jedziemy?
- Zobaczysz!- krzyknął schodząc na dół. Wzięłam torebkę i również zeszłam na dół. Draco wziął mnie za rękę i poszliśmy do samochodu. Otworzył mi drzwi i wsiadłam. Ruszyliśmy. 
- No powiedz mi dokąd jedziemy !
- Zapomnij kochanie- jechaliśmy coraz szybciej. Wyjechaliśmy z naszej ulicy i ruszyliśmy w stronę miasta. Miałam nadzieję, że chociaż na chwilę zapomnę o tej głupiej wywłoce. Wdech wydech.
- No jesteśmy na miejscu- stanęliśmy przy małej kawiarence. Nie byliśmy w centrum Londynu tylko na uboczu, co sprawiło, że poczułam się trochę lepiej. Od razu kiedy wyszłam z auta zaczęłam się kręcić wokół własnej osi. Czułam się tak beztrosko. Jakbym zapomniała o wszystkich problemach. Draco natychmiastowo znalazł się przy mnie i wziął mnie na ręce.
- Jaka jest pani teraz szalona, panno Granger.
- Och panie Malfoy. Trzeba cieszyć się chwilą.
- Oczywiście- postawił mnie na ziemi i splótł nasze dłonie- Chodź. Idziemy na lody- powiedział i pociągnął mnie do środka. Wewnątrz było bardzo przytulnie. Zajęliśmy najbardziej odludny stolik i zamówiliśmy po porcji lodów.
- Skąd ty znasz takie miejsca?- spytałam.
- Bywało się tu i tam. To jeszcze nic. Kiedyś ci pokażę moje ulubione.
- No mam nadzieję- w tym momencie kelnerka przyniosła nam nasze lody. Od razu zabrałam się do jedzenia. Były przepyszne. Jeszcze nigdy nie jadłam takich dobrych.
- One są ..no.. po prostu brak mi słów.
- Wiem. Uwielbiam je- już więcej nic nie mówiłam, tylko zajęłam się jedzeniem. Nagle usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam ...Rona z Astorią! Draco też ich zauważył. Na nasze nieszczęścia Greengrass nas zauważyła i razem z rudym podeszli do nas.
- No proszę. Kogo my tu mamy. Dracusiu ty dalej z tą szlamą?!- zapytała z obrzydzeniem i wepchała się na miejsce obok blondyna. Obok mnie usiadł Ron. Modliłam się, żeby szybko sobie poszli.
- Nie nazywaj jej tak Greengrass!A tak w ogóle ktoś pozwolił ci tu usiąść?!
- Nie bądź taki drobiazgowy Dracusiu. Przecież dobrze wiemy, że ty nie pasujesz do tej szla... Znaczy Granger.
- Weź się odwal Greengrass! Nie mam zamiaru na ciebie patrzeć!- prawie wykrzyczał, po czym wstał
z miejsca i poszedł zapłacić. Obrzuciłam Astorię pogardliwym spojrzeniem i ruszyłam za Smokiem.
 W kiepskich nastrojach opuściliśmy kawiarnie. Draco był strasznie zdenerwowany.
- Uspokój się!
- Dlaczego ona musiała wrócić!?- krzyczał na cały parking. Podeszłam do niego i go pocałowałam. Od razu cała złość z niego wyparowała.
- Jedziemy?- spytałam. Pokiwał twierdząco głową i wsiedliśmy do samochodu. Obawiałam się, że będzie on pędził, jak szalony, ale się myliłam. Jechał nie za szybko, nie za wolno. Spojrzałam w lusterko. Za nami jechał ...RON! I to z szaloną prędkością. Po chwili nas wyprzedził i się zatrzymał. Draco prawie na niego wpadł. Na szczęście jakimś cudem go wyminął. Jednak to rudego nie powstrzymało. Znowu ruszył i tym razem jeszcze szybciej.
- Co ten idiota wyprawia !- krzyknął Draco i zjechał na pobocze. W moich oczach malował się strach. Bałam się, że oni znowu coś wymyślili. Nie myliłam się. Po chwili w samochód uderzył ich samochód. Jedyne co z tego zapamiętałam to ciemność...

***

Potworny ból głowy. Nie mogłam go znieść. Nie wiedziałam co się stało. Pamiętam tylko, że był wypadek. O BOŻE! Wypadek! Draco! Powoli otworzyłam oczy. Rozejrzałam się po pokoju. Szpital. Byłam sama na sali. Spojrzałam po sobie. Żadnych objaw wypadku. Nie wiedziałam co ze mną było. I szczerze mówiąc nie chciałam wiedzieć. Miałam tylko ochotę znaleźć się przy Draco. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Szybko zamknęłam oczy. 
- Dalej się nie obudziła. 
- Zaraz powinna. Minęło tylko kilka dni. 
- Tak tak. Szkoda, że ten chłopak nie miał tyle szczęścia. 
- No tak. Dziwne jest to, że ten drugi mówił, że była tam jeszcze dziewczyna. 
- Podejrzane. Dobrze chodźmy dalej- i wyszli. We mnie aż huczało. Czy oni mówili o Draco? To nie mógł być on! On żyje! Łzy napłynęły mi do oczu. Nie mogłam. Nie chciałam bez niego żyć! To co zrobiłam, było może pochopne, ale w tamtej chwili chciałam się z nim zobaczyć. Wyszłam z łóżka. Nie było mi słabo, albo coś. Podeszłam do okna i weszłam na parapet. Okno na szczęście nie miało żadnych zabezpieczeń, więc je otworzyłam. Spojrzałam w dół. Było wysoko.  Długo się zastanawiałam, czy dobrze robię. Nagle drzwi po raz kolejny  się otworzyły. Nie spojrzałam kto wszedł, tylko to zrobiłam. Skoczyłam.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Proszę nie bijcie. Wiem, że długo nie dodawałam, ale byłam na obozie, a jak wróciłam to jeszcze koleżanka przyjechała i nie było kiedy pisać. Pewnie nie spodziewaliście się czegoś takiego. Hehe xd Nie zabijajcie mnie. Postaram się szybko dodać następny. I wybaczcie, że krótki.  Rozdział dla Julki z okazji urodzin. Wszystkiego naj naj naj ♥

niedziela, 30 czerwca 2013

Miniaturka


Jest tyl­ko jed­no szczęście w życiu, kochać i być kochanym

Ludzie najczęściej na pierwszym miejscu stawiają miłość, rodzinę, dom. Jednak ja wybrałam pracę. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że nie miałam nikogo. Już od roku nie otrzymuję kontaktu z Harrym i Ronem. Tylko z Ginny.  Z Ronem kiedyś byłam, ale rozstaliśmy się. Od tego czasu jestem sama i dobrze mi z tym. Miłością mojego życia jest praca w św. Mungu. Już od 3 lat tu pracuję i jestem jedną z najlepszych uzdrowicieli w całym szpitalu. Dostałam własny gabinet, w którym sama urzędowałam. Jednak to się wkrótce miało zmienić.
- Hermiono, chciałbym ci przedstawić naszego nowego uzdrowiciela- do mojego gabinetu wszedł Joe. Mój szef. Zaraz za nim do środka wszedł....
- Malfoy?!- prawie krzyknęłam.
- Granger? 
- Widzę, że się znacie. Znakomicie. Od dzisiaj będziecie razem pracować. Miłej współpracy życzę- powiedział i wyszedł. Zostałam sama z blondynem. Chcąc nie chcąc musiałam przyznać, że był jeszcze bardziej przystojniejszy niż w szkole. Nie był już tym samym chłopakiem. Był mężczyzną. Doszły mnie słuchy, że się zmienił, że nie patrzy już na czystość krwi. Jednak ja w to nie uwierzyłam. Kiedyś w szkole byłam w nim zakochana, do czego nie chciałam się przyznać. Teraz miałam dziwne wrażenie, że to uczucie 
- Musiałem trafić akurat na ciebie- odparł i usiadł na przy swoim biurku, które sobie wyczarował. 
- Słuchaj nadęty pajacu. Masz mi nie wchodzić w drogę, rozumiesz?
- Oj Granger ty się nic nie zmieniłaś- na jego twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Nie skomentowałam jego opinii. Nie miałam zamiaru wdawać się z nim w jakąkolwiek dyskusję. Nagle do środka wpadła Mary.
- Hermi jesteś potrzebna!
- Już idę. Malfoy rusz się. Jak chcesz możesz mi pomóc!- krzyknęłam i wybiegłam z gabinetu. Pobiegł za mną. 
- Granger, mam nadzieję, że dasz mi się wykazać. 
- Zobaczymy!- wbiegłam do sali i mnie zamurowało. Na jednym z łóżek leżała Ginny, a na drugim Zabini!
- Ginny, co się stało?!- podbiegłam do niej i natychmiast zaczęłam ją opatrywać. Z tego co zdążyłam zaobserwować miała kilka ran i złamaną rękę. Była przytomna. 
- Zapytaj tego idiotę!
- Blaise coś ty znowu zrobił?!- krzyknął Malfoy i zabrał się za leczenie swojego przyjaciela.
- Ja nic. To ona! Jechałem sobie spokojnie, a tu ona mi nagle wyszła na ulicę!
- Byłam na pasach ! I światło miałam zielone! Poza tym nie jechałeś wcale spokojnie!- wrzasnęła ruda. 
- Spokojnie Ginny. Później będziesz miała czas na wyjaśnienie tej sprawy, bo coś mi się wydaje, że trochę tu oboje poleżycie- stwierdziła i zajęłam się jej ręką. Po 5 minutach wszystko było ok. 
- Teraz my was zostawimy. Tylko się tu nie pozabijajcie- odparł Malfoy i wyszedł z sali. Poszłam za nim.
- Granger, może pójdziemy na kawę?- stanęłam, jak wryta. Tego się po nim nie spodziewałam. 
- Ty chcesz iść na kawę ze szlamą ?
- Przestań Granger. Czystość krwi nie ma już dla mnie znaczenia. No chodź- odparł i pociągnął mnie w stronę kawiarni. Zamówiliśmy dwa razy latte. 
- Czemu chcesz tu pracować? Myślałam, że jak na arystokratę przystało będziesz pracować w Ministerstwie, albo będziesz miał jakąś dużo firmę- powiedziałam upijając łyk kawy.
- Miałem już swoją firmę, ale mi się znudziła. Dlatego teraz pracuję tu. A ty co? Tak bardzo lubisz pomagać ludziom?
- Oczywiście. Nie byłabym sobą. 
- Oj Granger. Co tam u rudzielca? Dalej jest taki rudy?- zapytał i kpiąco się uśmiechnął. Po raz pierwszy od czasu szkoły zobaczyłam w jego stalowych oczach radość. Nie było w nich smutku, ani tym bardziej pogardy. 
- Nie wiem. Dawno się z nim nie widziałam. 
- Uuu czyżbyś się już nie przyjaźniła z Potterem i Weasley'em?
- Ażebyś wiedział Malfoy! A jak tam twoje panienki. Dalej masz ich z pięćdziesiąt?- byłam z siebie zadowolona. Nadal potrafiłam go wkurzyć. 
- Nie. Zmniejszyłem liczbę do zera- zaśmiałam się. Czułam się dziwnie w jego towarzystwie. Tak, jakbyśmy od dawna byli przyjaciółmi. 
- Czyli nie masz nikogo?- wypowiedziałam, zanim zdążyłam się powstrzymać. Zabrzmiało to tak, jakbym miała na coś nadzieję. A przecież nie mam. Może i jest przystojny i  w ogóle, ale to Malfoy. 
-  Nie mam nikogo. A co? 
- Nic. Może sprawdzimy co tam u naszych pacjentów ulubionych- w myślach błagałam, żeby się zgodził. 
- Ok- odparł. Ulżyło mi. Wstaliśmy od stołu i udaliśmy do sali, w której leżała Ginny i Blaise. Weszliśmy do środka. To co zobaczyłam wywołało ogromny szok na mojej twarzy. Oboje rozmawiali ze sobą!
- Przepraszamy, że przeszkadzamy- powiedziałam i usiadłam na łóżku Rudej- Mam zawiadomić Harrego?- zwróciłam się do Ginny.
- Nie jesteśmy już razem- zatkało mnie. Byli taką wspaniałą parą. 
- Ale dlaczego?
- Nie wyszło nam- odparła obojętnie. Zdziwiło mnie jej zachowanie, ale nic więcej nie powiedziałam. Spojrzałam na zegarek. Za chwilę miałam kończyć pracę, a musiałam wypełnić jeszcze kilka papierów. 
- Ginny, ja muszę iść. Jakby się coś działo, albo jakiś idiota uprzykrzał ci życie, to wiesz co robić.
- Ej!- krzyknął Zabini, jednak nie zwracałam na niego uwagi.
- Jasne. Do zobaczenia jutro. 
- Do zobaczenia- wyszłam i poszłam do mojego gabinetu. Ledwo usiadłam przy biurku, do środka wszedł Malfoy. Zmierzył mnie wzrokiem i usiadł na swoim miejscu. Zajęłam się robotą papierkową, która zajęła mi ok 15 minut. Wypełnione papiery włożyłam do teczki i zaczęłam się zbierać do domu.
- Może cię podwieźć- usłyszałam tuż przy moim uchu. Odwróciłam się i spojrzałam wprost w jego stalowe oczy. 
- Miałam się teleportować, ale jak chcesz możesz mnie podwieźć.
- Świetnie- wzięłam torebkę i wyszłam za nim. Kiedy 4 lata temu ktoś powiedziałby mi, że będę spokojnie rozmawiać z Malfoyem wyśmiałbym go. 
- Ej Granger, czy to nie jest Weasley?- rzeczywiście to był on. Awanturował się z kimś. Szybko tam podbiegłam.
- Ron! Co ty wyprawiasz?!
- A co cię to obchodzi głupia szlamo!?- krzyknął. Łzy napłynęły mi do oczu. Nagle zrobił coś, czego bym się nie spodziewała. Uderzył mnie. Z nosa poleciała mi krew i upadłam. Malfoy w tym czasie zaczął się z nim szarpać. W końcu pojawił się Joe. Szepnął coś Draco, po czym blondyn wziął mnie na ręce
 i teleportowaliśmy się. Znaleźliśmy się w ogromnym domu. Od razu wiedziałam, że to Malfoy Manor.
- Nic ci nie jest?- zapytał i zabrał się za oczyszczanie mojego nosa.
- Nie- odparłam- Nie boisz się, że ktoś mnie tu zobaczy.
- Mieszkam sam. Rodzice umarli- odparł obojętnie. 
- Tak mi przykro.
- Niepotrzebnie. Chyba gotowe- stwierdził i wyszedł z pokoju. Wzięłam torebkę i już miałam się teleportować, ale blondyn wrócił do pokoju. 
- A ty dokąd?
- Do domu. Nie będę ci głowy zawracać.
- Nawet się nie waż. Siadaj, a ja przyniosę ci coś do picia. Na co masz ochotę?- ze zrezygnowaniem usiadłam.
- Wino- znowu zniknął. Rozglądnęłam się po pokoju. Moją uwagę przykuło jedno ze zdjęć. Podeszłam bliżej i wzięłam je do ręki. Przedstawiało ono szczęśliwego Draco z matką. Miał wtedy chyba ok. siedmiu lat. 
- Nikt cię nie nauczył Granger, żeby nie dotykać cudzych rzeczy- usłyszałam przy uchu. Odłożyłam zdjęcie na miejsce.
- Wybacz. 
- Masz- podał mi kieliszek i usiadłam koło niego na sofie- Przepraszam- powiedział to tak cicho, że ledwo usłyszałam. O mało co nie zakrztusiłam się winem.
- Co? Za co?
- Za te wszystkie szlamy, z to wszystko. Wiem, że to wszystko może dziwnie brzmi, ale chciałbym się w końcu uwolnić od tej okropnej przeszłości. Po bitwie ciągle o tobie myślałem. O tym jak bardzo cię skrzywdziłem.
- Tego się nie spodziewałam. Ale ok.
- Dzisiaj w szpitalu wróciły do mnie wszystkie wspomnienia. Hermiono, ja...
- Co?- nie odpowiedział tylko przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Oddałam pieszczotę. W końcu oderwaliśmy się od siebie.
- Granger, czy ja ci kiedykolwiek mówiłem, że się w tobie zakochałem?
- Nie. A ja tobie mówiłam?
- Nie- zaśmialiśmy się oboje. Potem znowu mnie pocałował, aż w końcu przenieśliśmy się do jego sypialni.

***
12 lat później
-  Rose, pospiesz się zaraz wychodzimy!- krzyknęłam. Rose była piękną, 11-letnią  dziewczynką,
o długich, blond włosach i stalowych oczach. Była strasznie podobna do Draco. Nawet z charakteru.
- Kochanie, spokojnie. Na pewno zdążymy
- Wiem, ale się denerwuję. To tak szybko minęło.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Moja mała córeczka tak szybko dorosła- podeszłam do niego
i pocałowałam go w policzek.
- Już nie taka mała tato- nagle koło nas pojawiła się Rose. Draco wziął ją na ręce i wyszliśmy z domu.
- Ale wiesz, że potrafię chodzić?
- Niestety, wiem to- wsiedzliśmy do samochodu i ruszyliśmy na stację King Cross.
- Pamiętasz zasady?- wywróciłam oczami.
- Znowu te twoje zasady?- zapytałam karcącym tonem.
- To jest bardzo ważne.
- Tak tato. Pamiętam. Mam się nie zadawać z dziećmi Pottera i Weasleya.
- Moja córeczka. Mam nadzieję, że trafisz do Slytherinu- po okołu 15 minutach byliśmy już na stacji. Udaliśmy się na peron 9 i 3/4. W oddali zobaczyłam już znajomą rudą czuprynę. Podeszliśmy do niech.
- Państwo Zabini. Miło państwa widzieć- powiedziałam na powitanie.
- Mionka!- krzyknęła Ginny i rzuciła mi się na szyję.
- Naprawdę długo się nie widziałyście- powiedział Blaise.
- Jason mam nadzieje, że zaopiekujesz się Rose.
- Oczywiście- odpowiedział chłopiec. Był on okropnie podobny do Diabełka. Tylko skórę miał jasną. - Dobra, pora wsiadać- odparłam. Ucałowałam Rose na pożegnanie, po czym weszła ona razem
 z Jasnonem do pociągu. Z oczy popłynęły mi łzy.
- Tylko mi tu nie płacz kochanie- usłyszałam tuż przy moim uchu. Odwróciłam się i mocno się
w niego wtuliłam.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też- odpowiedział. Znalazłam moje szczęście. Odnalazłam kogoś, kto kocha mnie mimo moich wad. Dostałam od życia to, o czym zawsze marzyłam.
- Miona, co powiesz na kawę?- spytała Ginny.
- Z miłą chęcią- odparłam. Wzięłam blondyna za rękę i całą czwórką poszliśmy do najbliższej kawiarni.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zamiast się pakować pisałam miniaturkę xd. Taka krótkawa, ale zależało mi, żebym ją skończyła dzisiaj. Tak więc wyjeżdżam. Wrócę za 2 tygodnie. Postaram się (jak mi się na obozie będzie nudziło) napisać coś na kartcę. xd Dedykuję ją Oli ♥
Ps. Miłych wakacji wam życzę :)



Informacje

Obserwatorzy